Z wizytą w stolicy Francji, czyli co się dzieje w Metropolis?

Będąc kilka razy w Paryżu nie mogłam obejść się bez odwiedzenia pewnych rekomendowanych miejsc. Z racji tego, że lubię tańczyć od razu skierowano nas w tamte strony, a ja nasłuchawszy jak jest tam fantastycznie wprost nie mogłam się doczekać kiedy się tam zjawię. W końcu ten dzień nadszedł. Listopadowy wypad do stolicy. Pełna energii i zamiarów wyczekiwałam wieczora z niecierpliwością. Nadszedł… niestety wraz z zaskakującą niespodzianką – gorączką. Wykąpana, wystrojona w kieckę, z kolczykami w uszach, ale bez przesady. Kolokwialne „odwalenie się” nie służy dobrej zabawie i szaleństwom tanecznym. W całym barwnym rynsztunku nagle poczułam jak grunt usuwa mi się spod nóg. Zażyłam szybko jakąś tabletkę, a także wzięłam sobie kilka łyków wiśnióweczki. Zimno odeszło, a pojawiło się miłe, rozgrzewające uczucie. Pomimo tego, że łeb mi pękał byłam gotowa na podbicie Metropolis. Tyle się nasłuchałam o tym miejscu, że nie było możliwości, abym zrezygnowała. Udając się w podróż za siedem gór i lasów (mieszkaliśmy w Bobigny, a klub znajdował się na drugim końcu miasta), poczułam, że z każdą minutą jest gorzej, ale zachowywałam dobrą minę do złej gry. Wysiadłszy na ostatniej stacji metra wezwaliśmy taksówkę, żeby dowiozła nas na miejsce. Korzystając z tego, że musieliśmy trochę poczekać, podeszliśmy, do jakiegoś sklepiku, gdzie można było kupić gorącą herbatę. Nie powiem, pomogła.
opublikowane przez JoannaOsicka Lis 30, 2015, 11:03 | 0 | 0