POLUB NAS

Wspomnienia z Dominikany

Dominikana Karaiby wakacje Urlop

Lis 30, 2015, 17:54 1 3 JoannaOsicka

 
Jedną z pierwszych osób, którą zdecydowałam się podpytać o zagraniczne podróże był mój dobry przyjaciel. Wydawało mi się, że jest to świetny wybór, zwłaszcza dlatego, że niegdyś Jarek nie lubił jeździć po świecie. Teraz, gdy tylko ma okazję, wsiada w samolot i leci w odległe strony na wakacje. Po powrocie z Dominikany nie mogłam się doczekać, kiedy dowiem się jak tam jest.

Jedną z pierwszych osób, którą zdecydowałam się podpytać o zagraniczne podróże był mój dobry przyjaciel. Wydawało mi się, że jest to świetny wybór, zwłaszcza dlatego, że niegdyś Jarek nie lubił jeździć po świecie. Teraz, gdy tylko ma okazję, wsiada w samolot i leci w odległe strony na wakacje. Po powrocie z Dominikany nie mogłam się doczekać, kiedy dowiem się jak tam jest.

 

J: Jarku chciałabym zapytać o Twój ostatni wyjazd. Wiem, że byłeś na Dominikanie. Co najbardziej z tego wyjazdu zapadło Ci w pamięć? Dlaczego?

J: Dominikana to jak raj na ziemi. Przynajmniej dla mnie. Tym, co najbardziej utkwiło mi w pamięci to rewelacyjny klimat, w którym się bardzo dobrze czułem. Ciepło, ale nie gorąco, tak jak np. w Egipcie. Niestety dokucza duża wilgotność powietrza. Mokry ręcznik po godzinie suszenia nadal będzie mokry. Mało to komfortowe, ale poza tym nie ma na co narzekać w tej kwestii. Co mnie zaskoczyło, to ulewne deszcze. I to nie takie jakie mamy w Polsce, tylko istne urwania chmury. Ze względu na półotwartą zabudowę pomieszczeń zalewało hotele tak, że woda sięgała kostek. Natomiast wszelkie budynki są wyposażone w specjalne systemy odprowadzające wodę, zatem zalanie nie powodowało większych szkód. Niemniej, największe wrażenie chyba wywarła na mnie przyroda, niemal dziewicze plaże i wysokie palmy na niej rosnące. Oszałamiający jest kolor wody, która jest krystalicznie czysta, choć dość chłodna jak na takie rajskie rejony. Naturalne piękno Dominikany, a zwłaszcza resortu, w którym spędziłem większość czasu – Punta Cana – po prostu powala. Wszystko jest tu naturalnie piękne, zupełnie inaczej niż w Egipcie czy Tunezji, gdzie palmy są sztucznie sadzone, piach dowożony, linia brzegowa zapewne projektowana przez jakiegoś architekta. Tu przyroda koegzystuje z człowiekiem, daje mu radość, spokój myśli i poczucie bezpieczeństwa.

J: Czy podczas Twojego pobytu coś Cię zaskoczyło? Dlaczego?

J: Na dobrą sprawę kilka rzeczy faktycznie mnie zaskoczyło. Do pozytywnej grupy z pewnością zaliczyłbym klimat – pomimo ulew, o których wspomniałem. Z pewnością radośni i przyjaźnie nastawieni tubylcy, którzy chętnie służą pomocą. Podobało mi się, że muzyka jest wszechobecna, towarzyszy turystom i ludziom na każdym kroku i umila życie. To jest chyba ten element kultury, który bardzo mi przypadł do gustu, włącznie z wszędobylskim relaksem i brakiem pośpiechu. Właśnie! Tam nikt się nigdzie nie śpieszy. Życie toczy się dość leniwie, bez zbędnego zgiełku i tego pędu, charakterystycznego dla naszego kraju. Poza tym byłem przygotowany na chmary rozwydrzonych i zachowujących się jak wypuszczeni z klatki turystów. Było zupełnie inaczej. To nie Ibiza czy Egipt. Tu przyjeżdżają ludzie z klasą. Chcą odpocząć i naładować baterie.

J: Przypominasz sobie jakieś negatywne doświadczenia?

J: Hmmm nie wiem czy można to zaliczyć do kategorii „negatywne doświadczenia”, ale z pewnością można potraktować jako czynnik utrudniający pobyt. Pomimo tego, że zatrzymaliśmy się w 4* hotelu w typowo turystycznym resorcie Punta Cana prawie nikt nie mówił w języku angielskim. Nie mówię tu o tubylcach, którzy po prostu żyją sobie w tym miejscu, sprzedają pamiątki. Mam na myśli obsługę hotelową, która sprawiała niejednokrotnie wrażenie obrażonej, że musi pracować i umilać czas turystom. Oczywiście radziłem sobie jakoś, ale nie ukrywam, że było to dla mnie sporym dyskomfortem, kiedy zamawiałem cuba libre, a dostawałem mojito, gdy prosiłem o 3 drinki, a otrzymywałem 5.

J: Czy oprócz Punta Cana udawaliście się w jakieś miejsca? Czy udało się Wam dotrzeć do Santo Domingo? Jak tam jest?

J: Tak, po kilku dniach nieprzerwanego zachwytu nad otaczającą nas przyrodą postanowiliśmy zagłębić się nieco w tajemnice tej rajskiej wysypy. Postawiliśmy na stolicę. Jakże wielkie było nasze zaskoczenie, gdy wyruszyliśmy z kurortu i wjechaliśmy na nowiusieńką, przepiękną, nocą wyglądającą niczym pas startowy autostradę. Oczywiście płatną. Sunęliśmy jak po stole. Przejechawszy niecałe 200 kilometrów dotarliśmy wreszcie do Santo Domingo. Piękne, dynamiczne miasto kolonialne, o multikulturowym i kontrastowym charakterze. Było to dla mnie dość uderzające, gdy spacerując po czystych i zadbanych głównych ulicach spojrzałem na poboczne uliczki – brudne, zaśmiecone, oblepione z rozpadającymi się słupami. Taki zgniły cukierek w złotym, ładnie przyozdobionym papierku. Miasto jest dość zatłoczone. Korki w godzinach szczytu dorównują tym w Warszawie, o ile nie są większe. Oczywiście doświadczyłem tam niezłego cyrku. Dominikańczycy to potworni kierowcy. Z 5 pasów na ulicy robią 8. Nie przestrzegają żadnych zasad ruchu drogowego, o ile jakieś tam w ogóle istnieją. Nie używają sygnalizacji świetlnej, kierunkowskazów czy znaków drogowych. Każdy jeździ wedle własnego uznania. Myślałem, że zginę, ale uświadomiłem sobie, że jestem a) szybszy i b) większy, bo to ja prowadziłem terenówkę, zatem przestałem się tym zbytnio przejmować.

J: Czy Santo Domingo to bezpieczne miasto? Czy trzeba na coś uważać?

J: Czułem się tam swobodnie, nieskrępowanie. Miasto, a przede wszystkim główne punkty turystyczne są strzeżone przez patrole policyjne, dlatego też bezproblemowo mogłem poruszać się po ulicach, bez zbędnych obaw, że zostanę okradziony czy pobity. Z resztą jak już wspomniałem Dominikańczycy to naprawdę wspaniali ludzie. Uśmiechnięci, skorzy do pomocy, łatwo nawiązują kontakty z nowymi ludźmi, a przede wszystkim bardzo szanują i uważają turystów. Mam wrażenie, że wynika to z ich świadomości w jakim stanie znajduje się ich państwo oraz gospodarka kraju. Wiedzą, że to właśnie turystyka w dużej mierze napędza koniunkturę i przynosi dochody. Turyści zatem, zwłaszcza rozrzutni Amerykanie czy Kanadyjczycy, są bardzo mile widziani na wyspie. Polakom zaś odradzałbym chwalenie się swoim pochodzeniem, bowiem skandal związany z molestowaniem dzieci przez polskiego księdza Wojciecha Gila odbił się szerokim echem, a także wzbudził wśród Dominikańczyków powszechne oburzenie.

J: Czy poza Santo Domingo udało Ci się odwiedzić jeszcze jakieś miejsca? Małe miasteczka? Wsie?

J: Byłem na wyspie Saona. Przepiękne miejsce, niezapomniane wrażenia i zapierające dech w piersiach widoki. Zdecydowane „must see” każdego turysty. Natomiast wsie? Istna masakra. Bieda aż kłuje w oczy. Walące się domy z blachy, kulawe psy, znudzeni mieszkańcy przesiadujący bezczynnie na ławce cały dzień, mięso wywieszone na płotach. Wsie i jak podejrzewam małe miasteczka są w opłakanym stanie i to właśnie mogą być te miejsca, gdzie turysta może poczuć się nieswojo. Zdecydowanie nie jest to obraz przypominający piękne widoczki z folderów reklamowych biur podróży.

J: Czy Dominikana słynie z czegoś wyjątkowego, niepowtarzalnego?

J: W Santo Domingo można kupić bardzo ładne pamiątki, a zwłaszcza zaopatrzyć się w unikatowe i dość cenne kamienie – błękitny bursztyn i larimar. Są to kamienie bardzo rzadkie, występujące jedynie w rejonie Dominikany. Warto jest zainwestować w ich kupno, bowiem zasoby mogą niedługo się skończyć, tym samym windując cenę takiego okazu. Kiedyś podobno był zakaz wywożenia tych kamieni z wyspy.

J: Jak wygląda życie mieszkańców Santo Domingo? Jakie są ich zwyczaje? Czy faktycznie wygląda to tak jak na filmach, że jest ono leniwe, przepełnione rozmowami i tańcem?

J: Niestety nie udało mi się zaobserwować nic szczególnego, bowiem w Santo Domingo spędziłem raptem jeden dzień. Pojechałem tam z kolegami w ciągu tygodnia, dlatego też zarówno ulice jak i bary czy restauracje były opustoszałe. W tym czasie Dominikańczycy byli w pracy. Nie tańczą na ulicach, nie śpiewają. Może raz na jakiś czas, ale zdecydowanie nie można tego nazwać zwyczajem. Dość osobliwymi zjawiskami jest sprzedaż pamiątek, narkotyków i niestety prostytucja. Na każdym kroku ktoś podchodzi i zaczepia oferując jedną z powyższych usług – towar lub „masaż”. Zadziwiające jest to, że dealerzy narkotyków nie są tak wysublimowani i dyskretni jak dominikańskie prostytutki. Bezpośrednio namawiają do zakupu swojego produktu. W razie wątpliwości także dają możliwość nieodpłatnego spróbowania towaru.

J: Jakie jest nocne życie? Potrafiłabyś zarekomendować jakieś kluby?

J: Jak już wspomniałem w Santo Domingo spędziłem jeden dzień. Wróciłem do Punta Cana późnym wieczorem. Niemniej w każdym resorcie jest dyskoteka i kasyno. Każda impreza jest rozkręcana przez animatorów, którzy zachęcają turystów do wspólnej zabawy i tańca. Każdy uczestnik imprezy, a także członek obsługi ma specjalną bransoletkę, która upoważnia do przebywania na terenie hotelu. Zatem istnieje nikłe prawdopodobieństwo, że na takiej zabawie będziemy mieli możliwość potańczyć z lokalesami. Poza pewnymi wyjątkami. Dość często można było spotkać w klubie miejscowe prostytutki, które płacąc 30 dolarów łapówki ochroniarzom otrzymywały opaskę i szansę owocnego zarobku.

J: Jakie są ceny (przykładowe produkty, usługi, transport)?

J: Dominikana z pewnością nie jest tanim miejscem. Cena za obiad z napojem waha się między 60 a 65 PLN. Ceny w sklepie są porównywalne do polskich, czasem ciut droższe. Dość tanie jest paliwo, którego cena za litr oscyluje w okolicach 1 $, co w przeliczeniu daje nieco ponad 3 PLN. Udając się na Dominikanę należy pamiętać o zabójczych cenach za połączenia telefoniczne. Warto albo wyłączyć telefon lub też kupić kartę lokalnego operatora. Koszt połączenia przychodzącego to JEDYNE 10 PLN/min.

J: Jak oceniłbyś połączenia między miastami?

J: Połączenia są bardzo dobre. Autostrady oczywiście płatne. Jeśli nie korzysta się z wypożyczalni aut warto spróbować podróży autokarami. Są one dość nowoczesne, komfortowe, z wifi, telewizją i klimatyzacją. Co więcej, cena za podróż nie rujnuje budżetu.

J: Wy poruszaliście się głównie autem, tak? Jaki jest koszt wypożyczenia samochodu?

J: Wynajem auta terenowego na jeden dzień to koszt 60 dolarów. Oczywiście każdą cenę można targować. Na bazarkach czy straganach z pamiątkami można uzyskać rabaty nawet do 40% ceny.

J: Jacy są młodzi ludzie? Czy zaobserwowałeś coś w ich zachowaniu co zapadło Ci w pamięć?

J: Niestety nie miałem wiele do czynienia z miejscowymi. Niemniej pamiętam sytuację kiedy z kolegami poznaliśmy dwie Dominikanki. Pomagały nam odnaleźć drogę. Bardzo kiepsko mówiły po angielsku. Z późniejszej rozmowy z nimi zrozumiałem, że edukacja na Dominikanie jedynie do pewnego momentu jest ogólnodostępna. Studia są dla elity, ludzi, którzy mają pieniądze i mogą sobie na to pozwolić.

J: Czy są rozwiąźli?

J: Trudno ocenić, choć wiem, że dziewczyny liczą na lepszą przyszłość, chcą za wszelką cenę uciec z Dominikany, od biedy i codziennych problemów. Naiwnie wierzą, że poznanie i rozkochanie w sobie obcokrajowca może im to umożliwić. Przykre jest to, że obiecując takiej młodej dziewczynie złote góry można od niej dostać dosłownie wszystko.

J: Jak określiłabyś naturę Dominikańczyków (agresywni, ambitni, leniwi, etc.)?

J: Po tygodniowym pobycie na wyspie mogę śmiało powiedzieć, że są dość leniwi, a niekiedy nawet odnosiłem wrażenie, że są obrażeni, iż muszą pracować. Oczywiście ze względów ekonomicznych i politycznych taka postawa jest uzasadniona, niemniej utrudnia to w dużej mierze ich odbiór jako ludzi poważnie myślących o życiu. Poza tą jedną negatywną cechą mogę śmiało określić ich jako temperamentnych, miłych, uprzejmych, skorych do zabawy oraz pozbawionych jakichkolwiek uprzedzeń.

J: A kobiety?

J: Oj dziewczyny, choć nie do końca w moim typie, są piękne. Nieco zarozumiałe, ale urody im nie brakuje. Są bardzo zgrabne, ponętne i szczycą się swoimi kobiecymi kształtami.

J: Czy miałeś możliwość skosztowania jakiś regionalnych przysmaków?

J: Kuchnia w zasadzie nie odbiega zbytnio od meksykańskiej. Pikantne potrawy składające się głównie z mięsa, ryżu i fasoli. Dość często serwowane są także owoce morza, których jednak nie radziłbym próbować, zwłaszcza tym turystom o wrażliwych żołądkach.

J: Jarku, co poradziłbyś osobom udającym się na Dominikanę?

J: Ważne, żeby wymienić walutę jeszcze w Polsce – złoty na dolar. Na wyspie o dziwo nie ma punktów wymiany na tę walutę. Wszystkie banki i bankomaty wydają peso. Nie warto dokonywać takiej wymiany, bowiem po powrocie do Polski nie będzie możliwości wymiany tej waluty na złoty. Co więcej warto przygotować się na walkę ze zmęczeniem wynikającym ze zmiany czasu. Z pewnością tabletki nasenne pomogą w szybkiej adaptacji do nowego otoczenia. Natomiast wyjeżdżając z Dominikany nie zaszkodzi zapoznać się z listą rzeczy zakazanych, która wymienia przedmioty oraz produkty, których nie należy stamtąd zabierać. Do grupy takich przedmiotów należą np. muszelki. Przyswojenie takiego dokumentu pozwoli na bezproblemowe przejście etapu odprawy celnej, która jest niezwykle drobiazgowa.


Podziel się!
Oceń ten post: 3  

 

Zobacz jeszcze

Festiwalowe święto życia!

KARNAWAŁ W RIO DE JANEIRO- jedno z najsłynniejszych wydarzeń taneczno-muzycznych, na które ściągają setki tysięcy ...

Gwadelupa, wyspa podrywaczy

Plaże, szum fal, słońce, dobre jedzenie i jeszcze lepsza zabawa – taką Gwadelupę znamy z opowieści ...

Australia oczami Gosi

Miejsce, gdzie dwóch policjantów jest w stanie zapanować nad kilkusetosobowym tłumem. Kraina, gdzie ludzie w ...

La Città Eterna

La Città Eterna...tym mianem określany jest Rzym. Wieczne miasto. Niezwyciężone, dumne, pełne chawły i ...

Seszele - jak zobaczyć ...

Wyobraź sobie wakacje, podczas których możesz nieustannie wygrzewać się na słońcu, a oceaniczna bryza skutecznie ...

VANITY FAIR – palmowy ...

Po latynoskich ekscesach zapragnęłyśmy spróbować „normalnego” imprezowania. Chciałyśmy zobaczyć jak to się odbywa w popularnym ...

Kuba - w krainie ...

Kuba to coś więcej niż piękne widoki i wieczorne dancingi na hotelowym parkiecie. Jaka jest ...

Palma de Mallorca - ...

Gdy ostatecznie dotarłyśmy na upragnioną Carrer de la Carnisseria i wdrapałyśmy się na pierwsze piętro ...

Kilka migawek z pobytu ...

Madryt to jedno z urokliwych miast Hiszpanii. Niestety jest niedoceniane i niknie w cieniu rozsławionej ...

Angolska ropa, czyli rodzinny ...

Angola przeżywa gwałtowny rozkwit. Jest jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek na świecie. – A wszystko ...

Kolumbia - jaka jest ...

Przechadzając się ulicami nie zdziwmy się jeśli ktoś nagle zaprosi nas na kawę czy zapyta ...

Majówka w Lizbonie

Lizbona. Moja miłość od pierwszego wejrzenia. Nie spodziewałam się, że jeszcze przyjdzie mi ją odwiedzić ...

Azerbejdżan - tam gdzie ...

Uprzedzenia i niechęć zamieniły się w sympatię i podziw dla piękna architektury, uprzejmych ludzi oraz ...

Dżungla Amazońska - natura ...

Dżungla to dla jednych miejsce fascynujące, gdzie można zgłębić kulturę i obyczajowość dzikich plemion, dla ...

Norwegia- tu nie ma ...

Fiordy, natura, porywczy wiatr, zorze polarne. Norwegia w pełnej okazałości! 6 miesięcy obserwacji i codziennego ...

Palma de Mallorca – ...

Jak sama nazwa wskazuje na urlopie spędzanym w tym miejscu nie można zachowywać się normalnie ...

Karaibski Dr Jackyll i ...

Jak wszystkie wyspy w rejonie Morza Karaibskiego tak i Trynidad i Tobago odznaczają się niebywałym ...

Nigeria - a country ...

Juicy spanks for a disobedient child. Unshaken belief in oneself and high level of self-confidence ...

Kuwejt skontroluje Twoje DNA

Już nie tylko zdjęcie. Już nie tylko odciski palców. Kuwejt staje się właśnie pierwszym na ...

Kolonia - świat gier ...

Dla mnie Kolonia to nie tylko gotycka katedra, uroczy brzeg Renu i łakocie firmy Lindt ...

Paryż zimą (fotorelacja)

Moja pierwsza wizyta w Paryżu miała miejsce w 2013 roku. Od tamtej pory odwiedzałam to ...

Wspomnienia z Dominikany

Jedną z pierwszych osób, którą zdecydowałam się podpytać o zagraniczne podróże był mój dobry przyjaciel ...

Majorka - wyspa na ...

Majorka, podobnie jak jej siostra Ibiza słyną z hucznych zabaw ostro zakrapianych alkoholem. Piękne plaże ...

Zakochaj się w Lizbonie

Lizbona to miasto cudów i tego, co większości nas w życiu brakuje - luzu i dystansu ...

Tanzania - kraj kontrastów

Tanzania jeden z tych afrykańskich krajów, do których turyści mogą śmiało podróżować. Ja nigdy nie ...

Komentarze

  • Gość - chocolate

    My brother recommended I might like this website. He was entirely right.
    This post truly made my day. You can not imagine
    simply how much time I had spent for this
    info! Thanks!

    Odpowiedz



Nowy komentarz

wymagane

wymagane (niepublikowane)

opcjonalnie

Słowa kluczowe