POLUB NAS

Odkrywamy Indie - cz.III

Jaipur Udajpur Mumbaj Indie Elżbieta Wojnarowska

Lis 22, 2016, 11:21 2 0 ElzbietaW

 
O piątej rano pobudka i motorikszą jazda na dworzec kolejowy. Po 7 godzinach dojechałyśmy do Jaipuru i z miejsca ruszyłyśmy do przedsprzedaży, gdzie czekając w sporej kolejce razem z innymi turystami kupiłyśmy bilety kolejowe na następną podróż koleją, już ostatnią, z Jaipuru do Udajpuru.

Jaipur, Udajpur

O piątej rano pobudka i motorikszą jazda na dworzec kolejowy. Po 7 godzinach dojechałyśmy do Jaipuru i z miejsca ruszyłyśmy do przedsprzedaży, gdzie czekając w sporej kolejce razem z innymi turystami kupiłyśmy bilety kolejowe na następną podróż koleją, już ostatnią, z Jaipuru do Udajpuru.


Podróż trwała krótko niecałe 10 godzin. Udajpur otoczony wzgórzami spodobał się nam od pierwszego wejrzenia, uliczki wąskie, kręte i prawie czyste. Rikszarz zawiózł nas do wybranego z przewodnika Lonely Planet hotelu, niestety brak miejsc, zaproponował inny znajdujący się w sąsiedztwie hinduski Gust House, okazało się, że jest to strzał w 10-tkę. Obsługa bardzo sympatyczna, pokój i łazienka zadbane i czyste, możliwość jedzenia posiłków na tarasie, z którego roztaczał się piękny widok na jezioro i dalekie wzgórza. W Udajpurze zwiedziłyśmy Pałac Miejski nazywany z racji swego wyglądu „wielkim ciastem z bajecznym przybraniem”. To największa rezydencja królewska w Radżasthanie, budowę rozpoczęto w 1568 roku, rozbudowywany przez kolejnych 22 maharażdżów do prawie XX wieku, część powierzchni zajmują eleganckie hotele.

Całość urzeka bogactwem form, kolorowych mozajek, rzeźb i malowideł ściennych. Mnóstwo komnat, dziedzińców połączonych stromymi schodami i przejściami. Cudowne ażurowe ścianki okienne, ornamenty w stylu mogolskim, wieżyczki, kopuły i przebogate kolorowe balkony. Dla obejrzenia tych wspaniałości warto było się tłuc pociągiem tak wiele godzin.

 

 Mumbaj

 Nie mając już za dużo kasy wybrałyśmy z Lonely Planet niedrogi Guest House znajdujący się blisko słynnych „Wrót Indii” tuż nad morzem Arabskim. Taksówkarz, który nas tam wiózł długo nie mógł go znaleźć, po licznych zapytaniach zatrzymał się przed starym wysokim budynkiem. Ledwo widoczna wywieszka informowała, że trafiłyśmy pod właściwy adres, weszłyśmy z Laurą na 5 piętro po to aby usłyszeć, że miejsc brak, zostałyśmy skierowane na sąsiednią ulicę do podobnego w typie hotelu. Tym razem było to pierwsze piętro, pokój który nam pokazano, to nieduże pomieszczenie bez okna z zabudowaną małą klitką gdzie była umywalka i oddzielny kran z wodą i stojącym wiadrem. Było duszno i gorąco, nad głowami huczał wielki obracający się wentylator, który poruszał stojące w powietrze, cena za noc to 850 inr, nie było już sensu szukać dalej, dwie noce jakoś wytrzymamy.


Rano ruszyłyśmy spacerkiem w stronę „Wrót Indii”, tym razem obejrzałyśmy budowlę w dziennym świetle. Razem z nami kręciło się mnóstwo turystów równie zawiedzionych jak my, niewiele można było zobaczyć z uwagi na remont zabytku, poszłyśmy zatem przed siebie wzdłuż nabrzeża. Dość nieoczekiwanie zagłębiłyśmy się w slumsy pełne starych, blaszanych i drewnianych ruder obwieszonych szmatami w których mieszkali ludzie. Trafiłyśmy również na część bazarową, gdzie na ziemi leżały ryby i warzywa, kręciłyśmy się dość długo nie mogąc znaleźć właściwej drogi. Gdzieś po godzinie udało się nam wyjść z tego labiryntu ludzkiej niedoli, chociaż na twarzach mijających nas ludzi często gościł uśmiech a nie wrogość.

Wracając do hotelu mijałyśmy nowe eleganckie osiedla strzeżone przez strażników, stare klasyczne wiktoriańskie budynki, niektóre z nich bardzo eleganckie niektóre zniszczone i opuszczone. Dookoła krajobraz miejski tak różnorodny i kontrastowy, że głowa boli, to samo dotyczy ubiorów. Na ulicach większość mężczyzn, prawie każdy czymś handluje, coś tam drobnego sprzedaje, albo siedzi na ziemi i żebrze w sąsiedztwie chudych śpiących psów.

Późnym wieczorem poszłyśmy do baru, wybrałam smacznie przyprawione kluski (makaron) z warzywami które mnie w Indiach, oprócz ryb zjedzonych na południu, najbardziej smakowały. Zgodnie z planem każda z nas wydała już resztę rupii które nam zostały a które poza Indiami były bezwartościowe.

To już koniec naszej podróży, pozostaną wspomnienia, zdjęcia i przemyślenia nad ludzkim bytem, zwyczajami i bogatą jakże inną od naszej kulturą hinduską.

 

Tekst i zdjęcia Elżbieta Wojnarowska

 


Podziel się!
Oceń ten post: 0  

 

Zobacz jeszcze

Odkrywamy Indie - cz. ...

To był nasz ostatni dzień pobytu na południu Indii nad Zatoką Bengalską, chciałabym tam jeszcze ...

Odkrywamy Indie-cz.I

Szalone Sześćdziesiątki na trasie.------------------------------ W młodości rzeczywistość i ustrój nie pozwalały na podróże. Teraz od ...

Komentarze

  • Gość - manicure

    Hello, just wanted to say, I enjoyed this article.

    It was funny. Keep on posting!

    Odpowiedz


  • Gość - Where is the Achilles heel?

    Thanks for finally writing about >Odkrywamy Indie - cz.III | Timbuktu.pl <Loved it!

    Odpowiedz



Nowy komentarz

wymagane

wymagane (niepublikowane)

opcjonalnie

Tags