POLUB NAS

Obrońcy Huragandy cz.II

Obrońcy Huragandy Bartek Bernabiuk

Cze 03, 2016, 06:52 0 2 BartekBernabiuk

 
Między pilotażem a podróżą.

Chcesz przeczytać cz.I? Kliknij TUTAJ

W znacznej części praca pilota jest dla turysty niewidoczna. Jak już wspomniałem, ludzie go widzą, jak gada w autokarze czy załatwia ich sprawy, urzędując w recepcji. Tymczasem właściwą robotę zaczyna wtedy, gdy oni idą na spoczynek. Pilot często praktycznie nie sypia, bo nawet jak już wszystko dopnie na ostatni guzik i wpakuje się do łóżka, w głowie zaczynają mu się kłębić różne myśli… Najtrudniej jest jednak wówczas, gdy musi dwie rzeczy albo pięć robić jednocześnie, i to w różnych miejscach.

Niech w czterdziestoosobowej grupie tylko jedna osoba straci bagaż, tylko jedna trafi do lekarza i tylko jedna będzie mieć problemy z paszportem, to dla pilota będą już trzy problemy, których rozwiązanie zajmuje sporo czasu, a przecież grupa musi bez zakłóceń realizować program. Czasem w sprawach swoich klientów pilot może trafić na policję albo do szpitala... Ileż to razy na wyjazdach narciarskich prawie nocowałem w szpitalach, do których przywożono ofiary białego szaleństwa. Ledwie z panem ze złamaniem otwartym dotarłem na oddział, zatelefonowałem do firmy ubezpieczeniowej, porozmawiałem z lekarzami, poszkodowanym, jego żoną, bratem i wspólnikiem, a tu przywożą kolejnego uczestnika wyjazdu – z wybitym barkiem. Na jednej z wypraw z turystami w Alpy spędziłem więcej czasu w szpitalu niż na stoku, sam będąc zdrów jak ryba. Stałym elementem większości wyjazdów jest pobyt w hotelu, czyli siedzenie w nim i korzystanie z oferowanych przezeń atrakcji. Myślicie, że pilot ma wtedy wolne? Nic z tych rzeczy. Jest to dla niego czas najbardziej wypełniony pracą. Za oknem plaża, palmy jak z widokówek, a pilot dyżuruje. Trudno odejść, bo jak się pójdzie na plażę, to ktoś zaraz przyjdzie poskarżyć się na ból gardła, gdyż załatwiła go klimatyzacja, albo nogę skręci, albo telefon zatrzasnął w sejfie i mu tam dzwoni. Sporo problemów odpadło, kiedy wprowadzono bilety elektroniczne. Ich zagubienie nie stanowi już takiego problemu jak kiedyś zgubienie biletów papierowych. Bywało bowiem, że pół dnia szukało się biletu po śmietnikach, bo ktoś wyrzucił i dopiero potem sobie uświadomił, że chyba będzie mu potrzebny. Pozornie, w hotelu wszystko jest urządzone w taki sposób, by gość mógł się poruszać intuicyjnie, co najwyżej korzystając ze wsparcia tabliczek z czytelnymi, jednakowymi na całym świecie symbolami. W rzeczywistości, szczególnie przy dużych grupach, piloci muszą prowadzić własną recepcję. Rozstawiają się w holu w miejscu łatwo dostrzegalnym i przez cały dzień załatwiają sprawy swoich podopiecznych, odpowiadają na niezliczone pytania, tłumaczą panujące w hotelu zwyczaje i zasady. Część uczestników wyjazdu nie zna języka, inni po prostu się nudzą i nie wiedzą, co ze sobą zrobić, więc muszą sobie z kimś bliskim (czytaj: pilotem) pogadać. Również ci samodzielni i zaradni, wydawałoby się na luzie, co jakiś czas przychodzą na recepcję, bo coś nie zagrało, coś jest zamknięte lub ich denerwuje. Kiedy jakaś kwestia dość często się powtarza, pilot kaligrafuje informację na kartce i wywiesza ją na tablicy obok swego stanowiska. Z czasem wisi tam nieskończona liczba kartek: gdzie można pograć w tenisa, gdzie wypożyczyć ręcznik, gdzie schować pieniądze, kiedy można wyjechać na wycieczkę, do której godziny jest darmowy alkohol… Jednak czytanie informacji z wielkiej tablicy ludzi męczy, więc wolą się zapytać osobiście. Finalnie więc piloci siedzą pod tablicą, żeby opowiadać ludziom o tym, co jest na niej napisane. Niektórzy turyści chodzą wkurzeni, gdyż przytłacza ich nadmiar możliwości. Chcą skorzystać z maksimum atrakcji, a tego zwyczajnie nie da się zrobić. Na coś tam nie zdążyli, ale nie potrafią sobie odpuścić i wciąż próbują realizować plan, który sobie o poranku stworzyli, aby nie tracić czasu. Sfrustrowani przychodzą opowiedzieć pilotom, że wyjazd jest źle zorganizowany, bo nie wiedzieli o zajęciach z jogi, o których marzyli, a one były rano i już się nie powtórzą. Wtedy pilot mówi, że wszystko było napisane w specjalnych książeczkach – dossier10 oraz na wielkiej tablicy, a także trzykrotnie powtarzał tę informację w autokarze. Wtedy ludzie czują się skarceni i nie lubią już pilota.

W pewnym sensie pilotowi nie może być za dobrze w pracy, a jeśli jest mu dobrze, to bezpieczniej dla niego jeśli zbyt wyraźnie tego nie okazuje. Po pierwsze, w mniemaniu niektórych turystów, pilot w zbytnim rozluźnieniu może utracić profesjonalną postawę. Po drugie, wiele osób nie cierpi faktu, że płaci komuś za to żeby dobrze się bawił. Taka już jest nasza, polska mentalność. W sumie to każdy ma swoje wyobrażenie o tym jaki pilot być powinien. Poza tymi indywidualnymi koncepcjami istnieją też oczywiście pewne standardy, zależne od charakteru imprezy i grupy.

Na przykład w trakcie wyjazdów incentive musi być nieustannie świeżutki, jest wszak wizytówką firmy. Podczas typowych imprez turystycznych dobrze jest nawet poudawać trochę niewygody i zmęczenia. Ludzie zapłacili przecież za obecność pilota i lepiej się poczują, jak zobaczą, że ich pieniądze zostały dobrze wydane i że zatrudniony przez nich człowiek ciężko pracuje. Wiele strachu podczas wyjazdów się najadłem, kiedy przyznawano mi pokój lepszy niż moim podopiecznym. Nie zawsze zdążyłem sytuację odkręcić i nieraz poruszanie się po hotelu tak, by nikt nie zorientował się, że mieszkam w apartamencie, wymagało ode mnie wielkiej ekwilibrystyki. Tego turyści by nie znieśli. Spotkałem się z sytuacją, kiedy pewien uczestnik wyjazdu miał pretensje do pilota, że zajmuje on najlepszy fotel w autokarze, czyli ten z przodu, obok kierowcy. Inni narzekali, że za dużo je, że pije piwo, że ma lepsze buty podczas trekkingu. Pilot musi być zmęczony i ogólnie mieć gorzej, bo jedzie za pieniądze turystów i jest w pracy, a że wiele osób w pracy cierpi, to uważają, że pilot też powinien.

Dlatego właśnie pilot musi rozwijać jeszcze jedną, niewspomnianą wcześniej, umiejętność – dbanie także, a może przede wszystkim, o siebie. Profesjonaliści, żyjący z wyjazdów z grupami, muszą utrzymywać równowagę. Dotyczy to zarówno regeneracji fizycznej, snu, jak i stanu psychicznego. Muszą umiejętnie planować czas odpoczynku, ale także wytyczać granice w relacjach z turystami i nie pozwalać im ich przekraczać. Mateusz, który blisko pięć tysięcy dni swojego życia spędził na wyjazdach jako pilot, uważa, że jego zawód zobowiązuje. Widzi siebie jako przewodnika i guru wobec klientów. Nie pochwala zwyczajów, że pilot powinien dostać posiłek jako ostatni czy też oddawać swoje miejsce uczestnikowi wyprawy, jeśli ten sobie tego zażyczy. Powinien mieć czas zjeść, wyspać się, zregenerować, tak jak każdy człowiek w swojej pracy. Mateusz to jeden z najbardziej doświadczonych pilotów na polskim rynku. Swoim podejściem zmienia postrzeganie pilota nie jako sługi, lecz osobowości, gwiazdy. Wypoczęty, pełen energii, z pewnością lepiej zadba o swoich podopiecznych. Traktowany z szacunkiem pokaże i opowie więcej, włoży całego siebie, by dostarczyć turystom niezapomnianych chwil, dzieląc się z nimi swoją pasją i doświadczeniem.

Zdarzają się jednak pilotom różne wpadki i nadużycia, z których bardzo trudno się wytłumaczyć. Pewnego razu dwie tourleaderki, bardzo doświadczone dziewczyny, tak zagadały się na lotnisku przesiadkowym, że nie wsiadły z grupą do samolotu. Osieroceni turyści, po kilkunastogodzinnym przelocie, spędzili jeszcze kilka męczących godzin w autokarze, zanim dotarli do hotelu w Wenezueli. Nie dość, że nie wiedzieli, co będą robić po przylocie, to jeszcze martwili się o los swoich pilotek. W tym czasie ich opiekunkom udało się wsiąść do samolotu, który leciał bezpośrednio do miejscowości docelowej. Kiedy zmęczeni i mocno zaniepokojeni ludzie dotarli na miejsce, obie dziewczyny czekały już, w ręcznikach kąpielowych, zadowolone z siebie. Tego goście nie zaakceptowali. Tłumaczenia nikogo nie interesowały. Pilotki miały przerąbane.

Książkę można kupić: PELNAMOC

Biuro podróży, które prowadzi Bartek: AKOKAN

Main fot. Peggy_Marco


Podziel się!
Oceń ten post: 2  

 

Zobacz jeszcze

Jukon - miejsce, do ...

Każda kolejna wizyta na Jukonie poszerza spektrum uświadamianych możliwości jakie daje to miejsce. Prowincja Kanada ...

Panama - nie tylko ...

Jeden z ostatnich niedostępnych zakątków Ameryk. Jedyna przerwa na panamerykańskiej trasie północ południe. Indianie, partyzantka ...

Pułapka Pana Jiro

W Tokio jedną z małych restauracji sushi prowadzi starszy człowiek. Robi sushi od zawsze, robi ...

Obrońcy Huragandy cz. I

Pilot może zapomnieć o jedzeniu, programie, spaniu czy transporcie, ale nigdy, przenigdy nie wolno mu ...

Dobry czy zły turysta?

Kiedy robimy zdjęcia w popularnych miejscach nie sposób uniknąć na nich postaci ludzi. Niektórzy amatorzy ...

Filipiny Tao i puste ...

Dzisiejsze Filipiny kojarzą mi się z przemijaniem. Świat autentyczny na oczach przemienia się w uniwersalną ...

Komentarze


Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy.

Nowy komentarz

wymagane

wymagane (niepublikowane)

opcjonalnie

Słowa kluczowe