POLUB NAS

Nepal - Przed tragedią

Azja Himalaje Chiny Indie Nepal

Lip 01, 2016, 09:00 7 9 ElzbietaW

 
Szalone Sześćdziesiątki na trasie.------------------------------ W młodości rzeczywistość i ustrój nie pozwalały na podróże. Teraz od paru ładnych lat docieramy do odległych miejsc, które tkwiły w naszych marzeniach. Jesteśmy w słusznym wieku, więc nie mamy specjalnych zahamowań ani kompleksów. Za to mamy naprawdę dużą determinację i ciekawość świata. Będąc emerytkami zbieramy nasze skromne środki, żeby realizować te marzenia. A w miarę upływu czasu marzeń wciąż nam przybywa.

Podróż do Katmandu trwała długo, jak dla mnie za długo.Bezpośredni lot do Kataru przebiegał bez problemu, wymęczyło nas dopiero nocne, 9 godzinne koczowanie na lotnisku w Doha. Znający to lotnisko turyści, czekający jak my na poranne loty,szybko zajęli wolne leżanki w dwóch salach mieszczących się na terenie lotniska.My miałyśmy wybór albo niewygodne plastikowe krzesła albo wykładzina podłogowa.

W drodze powrotnej przespałyśmy noc również na podłodze, ale już w cichej sali modlitewnej przeznaczonej dla kobiet wyznania muzułmańskiego (otwartej całą dobę).

W Katmandu trafiłyśmy na kilkudniowe ważne dla Nepalczyków buddyjskie święto zwane Tihar. Wąskie ulice wypełnione wiwatującym radośnie tłumem, trąbiące, przepychające się samochody z pokrzykującą i śpiewająca na platformachmłodzieżą.

Tihar to święto zwierząt, bogini Lakszmi, święto sióstr i braci. Prawie przed każdym wejściem do domu ułożone są małe ołtarzyki z kwiatów i palące się lampki oliwne, widziałam psy z namalowanym na czole znakiem tika. Jednym słowem wszystko co żyło świętowało.

W Katmandu w pierwszej kolejności zwiedziłyśmy plac Durbar, plac, który mieści około 50 świątyń buddyjskich, hinduistycznych i stary pałac królewski. Miejsce historyczne, mistyczne, bogate w azjatycką architekturę sakralną.

Wokół nas dziesiątki Nepalczyków, składających dary swoim bogom,spotykają się tutaj z rodzinami i przyjaciółmi.

Czy to znowu turyści ?

Po 3-ch dniach opuszczamy Katmandu. Jedziemy autobusem do Pokhary, wąską drogą,biegnącą przez małe Himalaje. Autobus buja się na boki, silnik wyje, za szybą przepaść wprost do rwącej rzeki (Trisuli), barierek ochronnych brak, asfalt na przemian z bitą drogą, ciągle naprawianą po porze monsunowej ,ostry zakręt za zakrętem. Bać się czy podziwiać piękno za szybą ?

Po 8 godzinach jazdy jesteśmy w Pokharze (900 m n.p.m.), mieście tłumnie odwiedzanym przez turystów takich zresztą jak my. Ci krążący po ulicach i sklepach wybiorą się zapewne nad jezioro i na reklamowany w przewodnikach wschód słońca na Sarangkot. Jest też druga grupa turystów, dla których Pokhara to przystanek przed dalszą drogą w góry.My, należące do turystów grupy pierwszej, znalazłyśmy tanie i dobre miejsce noclegowe, dzięki informacji uzyskanej od pary młodych Polaków spotkanych w Katmandu.

Dzielnica Pokhary położona blisko jeziora Phewa Tal to część miasta pełna sklepów z wyrobami azjatyckimi, przeznaczonymi głównie dla turystów, dużo też tam chińskich, nepalskich i hinduskich restauracji. Prawie z każdego miejsca widoczny Maćhapuchare, 6.997 m. n.p.m. zwany inaczej „rybim ogonem”. Władze Nepalu nie wydają zezwoleń na wspinaczkę na szczyt, gdyż wierzą, że jest on siedzibą bogów.


Wschód słońca oglądamy ze szczytu Sarangkot (1592 m n.p.m.)
Trud się opłacił, dotarłyśmy na miejsce widokowe jeszcze w szarości świtu. A potem zobaczyłyśmy wychodzące zza gór skupione pomarańczowe słońce, które powoli rozgrzewając się, rozjaśniało przed nami himalajskie szczyty.

Po tym seansie natury, który wprowadził nas w dobry nastrój, ruszyłyśmy drogą prowadzącą górskim grzbietem, przez newarskie wioski.

Kolejna atrakcja, którą chciałyśmy poznać, choć przyznam z mieszanymi uczuciami, to jazda na słoniach przez dżungle. Nepal i dżungla subtropikalna ? Ano sprawdzimy. Tyle, że znowu trzeba było jechać autobusem ok. 6 godzin, znaną nam już drogą do Narodowego Parku Chitwan. Zaraz po przyjeździe, z grupą chińskich młodych turystów popłynęliśmy długimi łodziami ze sternikiem, po leniwie płynącej rzece.Mijałyśmypiaskowe i dzikie zalesione brzegi. Wylegujący się krokodyl nie zwracał na nas uwagi, trochę dalej przechadzały się pięknie ubarwione pawie, a może to były duże nepalskie bażanty?

Następnego dnia, zerwane o świcie, zostałyśmy zawiezione łazikiem na miejsce, gdzie czekały już na nas słonie. Po drewnianych szczeblach wlazłyśmy na wyłożony derką podest, zamocowany na grzbiecie słonia. Między nami a łbem słonicy zasiadł kaszlący i zakichany przewodnik, który trzymał w reku metalowy pręt, coś jak nasz pogrzebacz.
Słonica ruszyła, cała nasza grupa liczyła 4 słonie. Bujałyśmy się dostojnie na boki, trzymając się metalowego drążka wystającego między naszymi nogami i metalowej barierki. Po jakimś czasie nasza słonica zeszła ze szlaku i wlazła w przybrzeżną gęstwinę. Zajęła się zrywaniem gałęzi i pakowaniem ich do pyska. Przewodnik pokrzykiwał, ale ona żarła dalej. Dopiero mocne pukniecie pogrzebaczem w łeb wyprowadziło ją na właściwą ścieżkę. Widziałam jak Ania, przy każdym puknięciu słonicy w łeb, aż podryguje ze współczucia. Przedzierając się przez drzewa, których nazw niestety nie znałyśmy, widziałyśmy stada jeleni skryte w gęstwinie, hasające dzikie świnie i nieliczne małpy. Dojechałyśmy na dużą polanę, gdzie nasz przewodnik jednym ruchem zsunął się po trąbie na ziemie i poszedł. Zostałyśmy same ze słonicą. Gdzie on poszedł ? a jak ona zechce ruszyć, co robić, za co łapać? Zabrał nawet pogrzebacz. Słonica stała niewzruszona i nadal żarła trawę jak zwykła krowa. Wreszcie się pojawił i widać było że się z nas podśmiewał. W nagrodę zrobił nam zdjęcie.

W przewodniku znalazłyśmy informacje o ciekawym Regionalnym Muzeum Fauny i Flory. Wybrałyśmy się tam z Joasią. Wejście darmowe, brak zwiedzających, a wewnątrz bogata kolekcja motyli z Nepalu i ze świata. Istne kolorowe cuda. Były też miniatury domów kilku nepalskich plemion, a obok w szklanych gablotach lalki w strojach regionalnych z różnych krajów,między innymi i nasza,polska para w stroju krakowskim.


Następnego dnia, kołysząc się, tym razem w autobusie i podziwiając za szybą piękne górskie widoki, po 6 godzinach jazdy wróciłyśmy do Pokhary. Nazajutrz dotarła do nas wiadomość o wypadku autobusu i śmiertelnych ofiarach na tej właśnie drodze, którą jechałyśmy poprzedniego dnia.

Ostatni spacer nad jeziorem - czas wracać do Kathmandu. Przed nami jeszcze do zwiedzania wiele ciekawych miejsc, no i parodniowy wyjazd w góry.
Koniec części 1.

Tekst i zdjęcia Elżbieta Wojnarowska

Zapraszamy do części II

 


Podziel się!
Oceń ten post: 9  

 

Zobacz jeszcze

Odkrywamy Indie-cz.I

Szalone Sześćdziesiątki na trasie.------------------------------ W młodości rzeczywistość i ustrój nie pozwalały na podróże. Teraz od ...

Nepal. Przed tragedią - ...

Szalone Sześćdziesiątki na trasie.------------------------------ W młodości rzeczywistość i ustrój nie pozwalały na podróże. Teraz od ...

Birma cz. III "Inle ...

Szalone Sześćdziesiątki na trasie.------------------------------ W młodości rzeczywistość i ustrój nie pozwalały na podróże. Teraz od ...

Birma cz.II "Bagan – ...

Szalone Sześćdziesiątki na trasie.------------------------------ W młodości rzeczywistość i ustrój nie pozwalały na podróże. Teraz od ...

Birma – magia Rangunu

Szalone Sześćdziesiątki na trasie------------------------------ W młodości rzeczywistość i ustrój nie pozwalały na podróże. Teraz od ...

Komentarze

  • Gość - damian

    znakomity artykuł, inspirujący. mam pytanie do jaki może być koszt takiej wyprawy do Nepalu?

    Odpowiedz

    • Gość - Elzbieta

      Koszt pobytu 3-tygodniowego ok. 4.5 tys zł (w tym samolot 2.200 zł, są tanie oferty). Noclegi przyzwoite ok. 15 $ za pokój 2-osobowy w guest house.
      pozdrawiam Elzbieta Wojnarowska

      Odpowiedz



  • Gość - Andrzej.L

    Byłem w Nepalu ponad dwa tygodnie i mogę potwierdzić bardzo trafne spostrzeżenia dotyczące tego miejsca. Dodałbym jeszcze, że czułem się tam tak bezpiecznie jak rzadko gdzie na świecie. Ceny są niskie a nawet bardzo niskie i średnio koszt pobytu to 40-50% cen w Polsce. Odrębną kwestia jest jak się tam dostać ale w internecie można znaleźć sporo informacji na ten temat.

    Odpowiedz


  • Gość - Krysia

    Gratulacje za odwagę! Czy mogę dopytać więcej jak tam można dolecieć na niskim budżecie? I jakiej porze roku najlepiej odwiedzić Nepal?

    Odpowiedz

    • Gość - Elzbieta

      Jaki jest najniższy koszt lotu do Katmandu - nie wiem. My kupiłyśmy bilety w styczniu - promocja w Qatarskich liniach za 2.200 zł. Byłysmy w połowie października, pogoda dobra na zwiedzanie (nie za goraco) a niebo czyste.
      pozdrawiam, Elzbieta Wojnarowska

      Odpowiedz



  • Gość - Lidka

    Czy to Safari na słonia i zwiedzanie tego parku same Panie organizowalyscie, czy z pomocą jakiegoś biura bądź lokalnego przewodnika?

    Odpowiedz

    • Gość - Elzbieta Wojnarowska

      w Pokharze jest kilka małych turystycznych "biur" i tam bez problemu można załatwić wyjazd do Chitwan (Park Narodowy) a tam m.in. jazdę na słoniach.
      pozdrawiam, Elzbieta

      Odpowiedz




Nowy komentarz

wymagane

wymagane (niepublikowane)

opcjonalnie

Tags