POLUB NAS

Filipiny Tao i puste pola ryżowe

Filipiny Azja Bartek Bernabiuk

Kwi 08, 2016, 16:53 3 9 BartekBernabiuk

 
Dzisiejsze Filipiny kojarzą mi się z przemijaniem. Świat autentyczny na oczach przemienia się w uniwersalną papkę. W obszarach zurbanizowanych, przy większych drogach i w świecie apartamentowców praktycznie nie sposób domyślić się że znajdujemy się na Filipinach. Restauracje fastfoodowe reprezentują lokalny sukces gospodarczy i pojednanie z cywilizacją zachodu. Na Filipinach coraz mniej za to Filipin.

Na górzystej północy, do ukrytych pośród malowniczych tarasów ryżowych wiosek docierają kolejne nitki asfaltowej rewolucji. Organiczny ryż, zbierany tylko raz w roku to więcej kłopotu niż pożytku. Lepiej przestawić działalność na turystykę. Tylko jaki turysta będzie się tłukł siedem godzin po krętych drogach, żeby zamiast kwitnącego ryżu oglądać nieużytki? O tym jeszcze nikt nie pomyślał. Turystyka w północnej części Luzon przyjmuje coraz wyraźniejszy charakter. Na przejście kilkukilometrowych korytarzy jaskiń powinniśmy wybrać się z lokalnym przewodnikiem, ale jeszcze nikt nie kasuje biletów, a leżące u wejścia do pieczary kilkusetletnie trumny i wysypujące się z nich kości nie stanowią dla lokalnych władz nic więcej, jak przypadkową atrakcję turystyczną. Przewodnik opowiada o tradycji wieszania trumien w niedostępnych jaskiniach i wysoko na skalnych ścianach. Mówi o tradycji swojej społeczności, ale nieświadomie nogą odsuwa leżącą na ziemi czaszkę, która właśnie wyturlała się ze spróchniałego sarkofagu. Może to czaszka jego dalekiego krewnego?

Tymczasem kolejne miejscowości nadmorskie przeżywają zalew turystów. Prym wiedzie Boracay, a za nim Puerto Princessa i coraz bardziej El Nido.

Codziennie wypływają stąd dziesiątki (prawie wszystkie łodzie jakie są) rybackich łodzi wypełnionych po brzegi turystami. Wszystkie odbywają tą samą wycieczkę po lokalnych wyspach i rafach, które na zdjęciach wyglądają ładnie, ale zalane przez turystyczny tłum coraz bardziej przypominają morskie wysypisko śmieci. Dyskoteki na plaży, świeże ryby i owoce morza, za chwilę będzie można się napić lokalnie włoskiego espresso. Ścieki niepozornym strumyczkiem spływają sobie do lazurowej zatoki, plastik ląduje w okolicznym lesie. Filipińczycy jeszcze mają siłę się uśmiechać, jeszcze turystyczna powtarzalność niesie ze sobą ciekawość. Niebawem spowszednieje.

Tymczasem na północy Palawanu możemy trafić na projekt, który zaskakuje nie tylko w skali Filipin, ale także świata. Brytyjczyk i Filipińczyk stworzyli Tao. Z początku dla rozrywki pływali rybackimi łodziami z przyjaciółmi, odwiedzając bezludne wysepki i rajskie plaże północnego archipelagu. Postanowili na swojej pasji zbudować biznes. Tak powstało Tao. Firma dysponuje dziś kilkunastoma bazami – każda to układ prostych chat wpisanych w lokalną architekturę, oraz kilkunastoma łodziami rybackimi dostosowanymi do potrzeb wyluzowanych turystów. Główna baza Tao to farma organiczna, hodowla świń i ryb. Tao wyrywa z masy, tych poszukujących i zaprasza do autentycznego świata lokalnych społeczności. Kilkudniowe rejsy pozwalają oderwać się od tłumu i rozkoszować ciszą i przestrzenią. Każdy nocleg to kolejna piękna plaża i wyspa, na której załoga danej łodzi jest sama.

Dzięki dzierżawie wysp Tao wspomaga rybaków, którzy dawno już nie są w stanie wyżywić swoich wiosek z rybołówstwa (między innymi dlatego że wyniszczyli ryby polując dynamitem) i alternatywą pozostaje sprzedaż gruntów pod budowę kurortów. Dzięki współpracy rybacy pozostają na swojej ziemi i swoich wodach. Przy projekcie zatrudnionych jest ponad 200 osób, przeważnie lokalnych, co daje utrzymanie tysiącom. Młodzi ludzi przyłączają się do Tao nie tylko w poszukiwaniu pracy, ale także życiowych perspektyw. Najzdolniejsi wysyłani są na uniwersytety na marynistykę czy rolnictwo, aby wrócili na wyspy i wykorzystali współczesną wiedzę do przywrócenia życia, które wraz ze zmianą klimatu zanika, zmuszając lokalne społeczności do emigracji do miast.

Tao to także alternatywa do wykupienia bajecznych wysp przez amerykańskich milionerów i chińskich inwestorów. Filipińskie Malediwy mogą być dostępne dla szerszych rzesz, wspierać lokalną społeczność i pozwolić jej utrzymać dotychczasowy sposób funkcjonowania, chroniąc przed twardym lądowaniem w wielkomiejskich slumsach. Tao to przykład, że turystyka jest szansą na równowagę. Podczas gdy statystycznie 5% turystycznych budżetów trafia do lokalnej ludności, Tao ze sprawiedliwego podziału uczyniło model biznesowy. Dla wszystkich świadomych podróżujących polecam rejs z Tao, rejs do miejsc jakich mało już na świecie, z załogą która oddaje gościom całe swoje serce. Na śniadanie kaszka manna z kokosa, na lunch sashimi ze snapera, prosto z wody, na kolację ośmiornice i świeże mango. Po pięciu dniach na wietrze, wśród raf, palm i filipińskich uśmiechów, z łatwością przypomnimy sobie jak naturalne jest chodzenie boso i oddychanie morskim powietrzem. Może uda się na chwilę zbliżyć do świata przyrody i jednocześnie do samych siebie.

Bartek Bernabiuk


Podziel się!
Oceń ten post: 9  

 

Zobacz jeszcze

Jukon - miejsce, do ...

Każda kolejna wizyta na Jukonie poszerza spektrum uświadamianych możliwości jakie daje to miejsce. Prowincja Kanada ...

Panama - nie tylko ...

Jeden z ostatnich niedostępnych zakątków Ameryk. Jedyna przerwa na panamerykańskiej trasie północ południe. Indianie, partyzantka ...

Pułapka Pana Jiro

W Tokio jedną z małych restauracji sushi prowadzi starszy człowiek. Robi sushi od zawsze, robi ...

Dobry czy zły turysta?

Kiedy robimy zdjęcia w popularnych miejscach nie sposób uniknąć na nich postaci ludzi. Niektórzy amatorzy ...

Komentarze

  • Gość - Doti

    Fantastyczny tekst! I do tego te zdjęcia. Efekt jest piorunujący! LIKE zostawiony ;)

    Odpowiedz

    • Gość - minecraft

      I need to to thank you for this very good read!!
      I absolutely enjoyed every little bit of it. I have got you bookmarked to check out new stuff
      you post…

      Odpowiedz



  • Gość - Kasia

    Bardzo podoba mi się, że autor pokazuje oblicze turystyki na Filipinach jednocześnie nie zapominając umieścić w tle lokalnych społeczności, które niestety tylko z tej turystyki żyją i są się w stanie utrzymać.

    Odpowiedz



Nowy komentarz

wymagane

wymagane (niepublikowane)

opcjonalnie

Słowa kluczowe