POLUB NAS

Dobry czy zły turysta?

Bartek Bernabiuk Turystyka

Maj 13, 2016, 07:48 0 3 BartekBernabiuk

 
Kiedy robimy zdjęcia w popularnych miejscach nie sposób uniknąć na nich postaci ludzi. Niektórzy amatorzy fotografii wytrwale czekają aż wszyscy turyści „przejdą”, ale pochód lemingów nigdy się nie kończy. Możemy się stresować tym faktem, lub wykorzystać go dla dobra sztuki.

Skoro na naszym zdjęciu i tak pojawią się „inni”, nadajmy im fotograficzną wartość. Nie mówię tu o jing i jiang. Nasz zachodni podział na czarne i białe będzie bardziej przydatny. Wystarczy nauczyć się rozróżniać „dobrych” i „złych” turystów, z punktu widzenia fotografii oczywiście. Fakt, że turysta nie jest turystą, ale miejscowym, może działać na jego korzyść, ale nie musi.

Zamiast czekać aż „przejdą”, czekajmy raczej, aż na tle kościoła, murów, piramidy, ulicy, gór, ukaże się turysta „dobry”. Jak go odróżnić? Najlepiej intuicyjnie, opierając się na podstawowym poczuciu estetyki. Niestety patrząc na kolejny dżylion zdjęć wałęsających się po internecie, łatwo odnieść wrażenie, że standardy estetyki zostały zmiażdżone przez radosną twórczość tłumu. Dlatego też podpowiadam:

Turysta smutny, ubrany na szaro, w szortach i koszuli, w czapce, lub bez, z torbą – odpada. To turysta zły – zepsuje nasze zdjęcie. Tak samo zrobi to miejscowy, który ubrany w przeciętny garnitur spieszy się do pracy. Chyba że idzie krokiem miarowym, wyprostowany, patrzy do przodu, a spojrzenie jego wyraża gniew szefa, który potrąci z pensji za to brawurowe spóźnienie. Jeśli ta myśl wylewa się na twarzy przechodnia i jest czytelna - można pstrykać.

Płaski, pospolity, zmęczony życiem turysta z rodziną także zepsuje nasze zdjęcie. Chyba, że któryś z jego pomysłowych brzdąców nie spowoduje zamieszania akurat w obrębie naszego kadru. Zamieszanie jest dobre, dobre są też dzieci. Upuszczony lód, bójka, wylanie soku, spowodowanie bójki, kraksy, gniewu rodziców – to wszystko budzi emocje i dla zdjęcia jest dobre. Genialna jest scena pościgu rodzica za maluchem, szczególnie gdy ten goni za piłką wtaczającą się na ulicę. Przerażenie, pęd, strach, prawdziwe emocje – to na zdjęciu może okazać się istnym rarytasem.

Doskonali są turyści pocztówkowi. Czyli tacy w koszuli w kratę, szortach, klapkach i koniecznie w kapeluszu. Jeśli jest to kapelusz meksykański w Japonii, czy wietnamski w Kanadzie, podkreślimy wzajemne przenikanie się stylów i kultur, co także wzbogaci przekaz naszej sztuki. Dumny, powolny turysta w kapeluszu jest absolutnym wsparciem naszej fotografii. Z jego oczu bije bezmyślny relaks, radość napchanego goframi, przedzierającego się zasłony dolnej partii koszuli brzucha. To turysta prawdziwy, pasujący do miejsca, podkreślający nasz udział w turystyce i zasadność wykonywania fotografii.

Atrybutem turysty jest dziś aparat fotograficzny lub telefon. Turysta gapiący się w ekran aparatu, przez którego pryzmat spogląda na realne atrakcje, to turysta dość bezbarwny i poświęcanie mu choćby piksela jest bezzasadne. Sens pojawia się jednak, gdy turystów w opisanej sytuacji jest wielu. Najlepiej jeśli ustawieni są w rzędzie, lub jak to czasem można uchwycić, skierowani ekranami w cztery stron świata. Dodatkowy walor rozrywkowy, to grupa skośnookich turystów, których pewnością rozpoznamy po sztucznym uśmiechu i dwóch palcach uniesionych w górę (coś a w stylu „Solidarności”). Z jakiegoś powodu wierzą, że dopiero w tej pozycji ich zdjęcie nabiera znaczenia. Kilku azjatów w pozycji zamrożonego królika, usytuowanych gdzieś z boku głównego planu, może wzbogacić wyrażane przez fotografię przesłanie, o informację „jesteśmy już wszędzie”, dzięki czemu fotografia zyska wymiar psychospołeczny. Reasumując, zdjęcie ludzi robiących zdjęcia, może być wielce atrakcyjne. Zamiast więc uskarżać się na tłumy, pstrykajmy.

Dobry jest pies. Najlepiej jeśli pies wygląda jak właściciel. Wówczas harmonia ich istnień nada buddyjskich barw naszej fotografii. Pies musi być w ruchu, najlepiej jak goni kot, lub gołębia, albo kiedy dostaje bzika. Zbzikowany pies biega w sposób szalony, nieskoordynowany i bardzo ciekawy dla fotografa. Jeśli psów jest więcej to robi się bałagan. Jeśli jednak psy są na smyczach, prowadzone przez jednego właściciela, rozciągają go na wszystkie strony, gdy ten balansuje na krawędzi wywrotki – to są to dobre psy. Dobre dla zdjęcia oczywiście.

Samochody. Współczesne samochody są tragicznie nudne. W Hawanie człowiek ma ochotę fotografować każde stare auto. Chętnie na planie naszej fotografii ujrzymy czołówkę samochodów sportowych, złych, groźnych, dynamicznych. 99% aut jest jednak nieprawdopodobnie nudna i lepiej robić wszystko aby na naszym zdjęciu się nie znalazły. Czekamy aż przejadą.

Lemingi. Jeśli tylko ujrzymy grupy tożsame. Japończycy w takich samych kurtkach, wycieczka szkolna, siedmiu staruszków z laskami – pstrykajmy. To jest to. Wszelkie układy powtarzalnych struktur, najlepiej opartych o figury geometryczne, jak koła, kwadraty, doskonale może uzupełnić nasze dzieło. Sznur turystów stojących w kolejce też może mieć sens. Głównie taki, że pokaże nieuchronną zagładę jaka ściąga na nas w raz z rozwojem turystyki. Masa ludzi zasłaniających wszelkie zabytki. Wszyscy ludzie, którzy ściągają do miejsca i Ci sami ludzie którzy sami sobie to miejsce zasłaniają.

W większości znanych miejsc nie jest już kwestią czy będą na naszym zdjęciu turyści. Kwestia ilu, jacy, w jakich konfiguracjach. Nie uciekniemy przed tym, więc świadomie wyszukujmy prawidłowości form i kształtów w masie, którą sami współtworzymy.

Bartek Bernabiuk


Podziel się!
Oceń ten post: 3  

 

Zobacz jeszcze

Jukon - miejsce, do ...

Każda kolejna wizyta na Jukonie poszerza spektrum uświadamianych możliwości jakie daje to miejsce. Prowincja Kanada ...

Panama - nie tylko ...

Jeden z ostatnich niedostępnych zakątków Ameryk. Jedyna przerwa na panamerykańskiej trasie północ południe. Indianie, partyzantka ...

Pułapka Pana Jiro

W Tokio jedną z małych restauracji sushi prowadzi starszy człowiek. Robi sushi od zawsze, robi ...

Obrońcy Huragandy cz. I

Pilot może zapomnieć o jedzeniu, programie, spaniu czy transporcie, ale nigdy, przenigdy nie wolno mu ...

Filipiny Tao i puste ...

Dzisiejsze Filipiny kojarzą mi się z przemijaniem. Świat autentyczny na oczach przemienia się w uniwersalną ...

Komentarze


Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy.

Nowy komentarz

wymagane

wymagane (niepublikowane)

opcjonalnie

Słowa kluczowe