LIKE US

Torino di Sangro. Rowerem po okolicy

Włochy Torindo di Sangro Europa Wanda Grudzień

July 15, 2016, 10:05 0 3 WandaGrudzien

 
Ostatni dzień pobytu we Włoszech mogliśmy przeznaczyć na to, na co tylko mieliśmy ochotę. A że tego akurat dnia pogoda była ładna, to postanowiliśmy grupowo wybrać się nad morze i wykąpać. Ostatecznie, oczywiście, byłam jedyną dziewczyną, która wskoczyła z chłopakami do wody - jak dla mnie zimno nie było wcale, w Bałtyku nigdy nie jest cieplej. ;) Tyle że zapomniałam, jak duże zasolenie w porównaniu do naszego morza ma Adriatyk, więc już po krótkiej chwili umierałam z pragnienia. Dlatego od razu po kąpieli udałam się z powrotem na nasz kemping, żeby się przebrać, a potem wsiadłam na rower, by odhaczyć kolejny punkt planu na nasz dzień wolny. Na ostatnim spacerze wydało mi się, że w oddali dostrzegam niewyraźnie majaczące trabocco, więc postanowiłam ruszyć w tamtą stronę i zobaczyć, czy uda mi się je odnaleźć.
Większość trasy wiodła pod górę, ale wysiłek się opłacił, bo znalazłam to, czego szukałam - tylko szkoda, że słońce zaraz się schowało. Odpoczęłam tam trochę, poobserwowałam parę zakochanych siedzącą pod trabocco i uderzające o brzeg fale, a potem ruszyłam z powrotem na plażę, by zobaczyć, czy nasi jeszcze tam są. Oczywiście, już ich nie było, ostały się tylko niedobitki w postaci jednego kolegi, więc położyłam się na kamieniach kawałek od niego, zamknęłam oczy i rozkoszowałam się słońcem, które w międzyczasie postanowiło znów się pokazać. W międzyczasie wpadł mi do głowy pomysł, żeby skorzystać z faktu, że już zwinęłam komuś spod domku rower i pojechać do sąsiedniej miejscowości - Fossacesii - żeby zobaczyć, co tam jest ciekawego. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Jadę, jadę, a tu nagle w oddali majaczy mi kolejne trabocco! No, tego odpuścić sobie nie mogłam, więc ze wzmożoną siłą zaczęłam pedałować, aż tu nagle... skończyła mi się droga. ;) Ale nic to, bo zza zakrętu wynurzyło się kolejne trabocco - ulokowane dużo bliżej. Zsiadłam z roweru i udałam się pieszo w jego stronę, po czym przekonałam się, że tutejsze trabocco jest prawdziwie, nie to co poprzednie - tu miałam okazję z bliska obserwować rybaków przy pracy, tamto wyglądało na opustoszałe i jakby wybudowano je tylko pod turystów. Popatrzyłam trochę, zrobiłam kilka zdjęć, po czym moją uwagę przyciągnął znajdujący się w pobliżu falochron składający się z kupy kamieni - przypomniało mi się, że to właśnie w takich miejscach cztery lata temu miałam okazję ujrzeć po raz pierwszy na własne oczy kraby. No to dziarskim krokiem w tamtą stronę, jeszcze tylko zignorować zakaz wstępu na falochron i... oto on, krab numer jeden! Niestety, zaraz schował się na mój widok, inne poszły w jego ślady, ale wreszcie znalazłam takiego, który zgodził się na małą sesję zdjęciową. ;) Po takiej atrakcji brakowało mi już tylko gelato, ale nie na długo - od razu wsiadłam na rower i udałam się do jednej z gelaterii, które wcześniej mijałam po drodze. A potem siadłam z moim lodem na plaży i podziwiałam niebo strojące się na wieczór w błękity i róże.
Na tej samej plaży, na której się kąpaliśmy, mieliśmy też przyjemność z krabem, którego chłopaki wyłowili z morza. Wyglądał na martwego (zwróćcie uwagę na muszle go pokrywające!), ale w pewnym momencie zaczął się ruszać, więc odnieśliśmy go szybko z powrotem do wody.
 Pierwsze trabocco powoli wyłaniające się z krzaków.
 ... i dalej w cieniu. ;)
Kawałek niewielkiego klifu na brzegu...
A to już Fossacesia.
 ... i kraby!
Gelato...
 ... i nadmorskie obrazki na koniec. ;)
Autorką powyższego wpisu jest Wanda Grudzień.

Share this post:
Rate this post: 3  

 

Related posts

Kraków w ferie

Wycieczka w ferie z młodszą siostrą. Najpierw była przejażdżka pendolinem (och, och, te opływowe kształty ...

Helsinki

O barbarzyńsko wczesnej porze wychodzę z hostelu, którego chyba jedyną zaletą było położenie, bo znajdował ...

W Amsterdamie

Z Maastricht do Amsterdamu przyjechałyśmy pociągiem, obserwując przesuwający się za oknem płaski krajobraz, co przypomniało ...

Kolorowy Luksemburg

Dziś zapraszam Was na spacer po Luksemburgu, ale zanim go rozpoczniemy, nadszedł wreszcie czas na ...

Z wizytą w Toledo

Wycieczka do Toledo była drugą (i ostatnią ;) ), na którą wybrałam się ze swoją host rodzinką ...

Rygge, czyli o tym, ...

Podsumowanie jednodniowej wycieczki do Norwegii Zwiedzanie nowej filharmonii w Szczecinie: tak. Pierwsza wizyta na lotnisku ...

Barcelona - Montjuïc i ...

Dzień zaczynamy od wspinaczki na wzgórze Montjuïc, które nie jest zbyt wysokie, ale mimo to ...

Madryckie Lavapiés - sztuka ...

Moja chętka na sztukę uliczną nie została zaspokojona po wizycie na El Rastro, postanowiłam więc ...

Finisterre - Muxía (28 ...

Budzimy się dość późno i późno wyruszamy do Muxii. Friedrich jeszcze śpi, więc zostawiamy mu ...

Czar Wilna

To była moja druga wizyta w Wilnie, ponieważ stolicę Litwy miałam okazję odwiedzić jeszcze w ...

Hala Stulecia i Ogród ...

Mój samolot z Bolonii lądował we Wrocławiu, więc umówiłam się z mamą i siostrą, że ...

Wiosenna wizyta w Groningen.

Do Groningen przyjechałyśmy blablacarem, a potem znalazłyśmy uroczą kamienicę nad kanałem, gdzie mieszkała dziewczyna ze ...

Sztuka uliczna w Berlinie

Korzystając z wolnego po świętach wielkanocnych, wybrałam się do Berlina, żeby odwiedzić stare śmieci. Sporo ...

Irlandia - Crosshaven (Bun ...

Pierwszą rzeczą, którą spakowałam, jadąc do Irlandii, były treki. Zielone wzgórza, owce i morze coś ...

Życie jak w Madrycie...

Rano żegnamy się z naszymi hostami i ruszamy na podbój Madrytu. Miasto ma swój specyficzny ...

Letzter Tag in Berlin ...

Mojego ostatniego dnia w Berlinie udało mi się wreszcie wejść na szczyt wieży telewizyjnej. Moim ...

Comments


There are currently no comments

New Comment

required

required (not published)

optional

Słowa kluczowe