LIKE US

Japonia-polski ślad cz.II

Azja Japonia Robert Szablowski

Sept. 02, 2016, 07:22 0 11 RobertSzablowski

 
Drugie tysiąclecie naszej ery to stopniowy podbój Ezo przez Japończyków i coraz większa marginalizacja Ainu.

Drugie tysiąclecie naszej ery to stopniowy podbój Ezo przez Japończyków i coraz większa marginalizacja Ainu. Rdzenni mieszkańcy wyspy starali się w miarę swoich możliwości odeprzeć napływ ludzi z południa lub współpracować z nimi. Wzniecali również zbrojne bunty przeciwko najeźdźcom i toczyli bitwy. Kilka z nich zapisanych jest w historii tego ludu – bitwy pod Kosyamain (1457), pod Syaksyain (1669), pod Kunasiri-Menasi (1789). Ich walki, ze względu na przepaść cywilizacyjną, podobnie jak u Indian Ameryki Północnej wobec rozwijającego się osadnictwa ze wschodu, skazane były z góry na niepowodzenie.

Chociaż jeszcze w 1800 roku liczba Ainu zamieszkujących Ezo wciąż przekraczała liczbę Japończyków tam osiadłych, to kontrola wyspy przez japoński klan Matsumae była całkowita. W 1869 roku nowy rząd Meiji oficjalnie wchłonął wyspę w administracyjne granice Cesarstwa Japonii i nadał jej dzisiejszą nazwę Hokkaido. Działanie to wymierzone było przeciwko samozwańczej Republice Ezo, założonej na wyspie przez lojalistów upadłego szogunatu Tokugawa. Lud Ainu, zdominowany przez ostatnie stulecia, chcąc nie chcąc, stał się poddany cesarzowi.

Warto wspomnieć w tym miejscu, że Japończycy, którzy po dziś dzień z dumą obnoszą swoją etniczną i kulturową jednorodność, z niechęcią słyszą o tym, że na ich ziemi, przeznaczonej im przez bóstwa Shintō znajdują się ludy, przybyłe tu znacznie wcześniej niż oni sami. W ramach nacjonalistycznej polityki Meiji, z końcem XIX wieku uznano Ainu za „byłych aborygenów” i przyznano im automatyczne obywatelstwo japońskie, zmuszono do nauki japońskiego, nakłaniano do przyjmowania japońskich nazwisk i zakazano praktyk religijnych (składanie ofiar z młodych niedźwiedzi) czy obyczajowych (tatuarz był jednym z nich – kobiety Ainu w specyficzny sposób tauowały usta powiększając znacznie ich kontury). Kultura mieszkańców północnej wyspy była skazana na zapomnienie.

 Wychodzę z chaty, w której odbyło się przedstawienie pieśni, tańców i obyczajów. Niewielka grupka widzów, która uczestniczyła wspólnie z aktorami w ostatnim tańcu, podczas którego wszyscy trzymali się za ręce, rozproszyła się po terenie skansenu. Wędruję od chaty do chaty, zaglądając do wnętrz i oglądając przedmioty codziennego użytku, stroje, narzędzia domowe i łowieckie oraz przedmioty rytualne. Stosownie ubrane i wyposażone manekiny odgrywają tu sceny z życia, którego pamięć zredukowana została do przestrzeni skansenów, kadrów fotografii i nielicznych filmów.

Mijam klatki dla niedźwiedzi wyłapywanych i więzionych do rytualnego poświęcenia. Są też klatki dla psów Hokkaido hodowanych do polowań na niedźwiedzie i jelenie. Jest to rasa podobna do znanej w świecie Akita Inu (inu, to po japońsku po prostu pies). Dla mnie bardzo nieprzyjemne doświadczenie, ponieważ w klatkach wciąż przetrzymuje się zwierzęta (jeden niedźwiedź i kilka psów). Nie wiem w jakim celu są tu trzymane. Mam nadzieję, że psy puszczane są wolno po zamknięciu skansenu.

Blisko wejścia do kompleksu trafiam na postument z popiersiem brodatego i wąsatego mężczyzny o europejskiej urodzie lecz odzianego w strój ludu Ainu. Szykując się do odwiedzin Porotokotan wiedziałem, że znajdę tu tę postać z Polski rodem. To Bronisław Piłsudski, starszy o rok brat Józefa Piłsudskiego. Obaj bracia byli aktywnymi wrogami carskiej Rosji. Podczas pobytu w Petersburgu na studiach prawniczych w 1887 roku wstąpili w szeregi spiskowców na życie cara Aleksandra III, grupy prowadzonej przez Aleksandra Uljanowa, starszego brata Lenina. Spisek wykryto, a Bronisław dostał wyrok śmierci, który, prawdopodobnie po interwencji ojca, został zamieniony na 15 lat katorgi na Sachalinie.

Tu zaczęła się jego, kilkunastoletnia nieproszona przygoda z etnografią. Poznał innego zesłańca, znanego etnografa rosyjskiego Lwa Sternberga. Bronisław początkowo zajął się meteorologią. Stworzył pracę o obserwacjach meteorologicznych na Sachalinie. Po kilku latach, jego kontakt ze Sternbergiem przyniósł owoce w postaci zlecenia przez cesarska akademię nauk na badanie kultur ludów Sachalina. Wśród nich byli Ainu. Bronisław osiedlił się w jednej z ich wiosek na Sachalinie i pojął za żonę ajnoską kobietę, która dała ich związkowi dwójkę dzieci. Swoje badania Piłsudski przeniósł na Hokkaido w 1903 roku. Do dzisiaj zachowały się ich efekty. Między innymi na wałkach woskowych utrwalił dźwięki pieśni i opowieści Ainu. Wałki te odnaleziono dopiero po II WŚ w Poznaniu, ale nie umiano ich odtworzyć. Dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku naukowcy z Sony skonstruowali aparaturę do ich odczytu i dokonali wtórnego zapisu cyfrowego. Stanowią one dzisiaj nieocenione świadectwo kulturowe, również dla Japończyków. Wałki woskowe są dziś wystawione w krakowskim muzeum Manggha.

Ponadto, stworzył bogate słowniki ludów Sachalina, zapisy ich podań i wierzeń, opisy kultury i obyczjów oraz zdjęcia i filmy. Część jego pracy znajduje się w zasobach PAN i PAU w Krakowie.

Swój długi pobyt na Sachalinie i Hokkaido, Piłsudski zakończy w 1906 roku, kiedy uda mu się przedostać do Japonii, a stamtąd, wkrótce, przez USA do Polski. Zamieszka u swojego brata Józefa w Krakowie, skąd przeprowadzi się do Zakopanego aby prowadzić badania etnograficzne Podhala. Zamieszka jeszcze w Szwajcarii, aby zakończyć życie w paryskiej Sekwanie w 1918 roku, tym samym, w którym jego brat poprowadzi Polskę ku niepodległości.

Żegnam się z Porotokotan i z Bronisławem Piłsudskim. Pieśni i tańce ludu Ainu, zachowane dzięki pracy polskiego zesłańca, są we mnie. Wrócą ze mną do Polski w nagraniach, na które mi pozwolono w czasie przedstawienia. W czasie dalszej podróży po Hokkaido jeszcze nie raz zetknę się z miejscami upamiętniającymi kulturę Ainu oraz wioskami, pełnymi biedy i zaniedbania, w których do dziś mieszkają potomkowie kosmatego narodu. Wyobraźnia podsunie mi obrazy sprzed ponad stu lat, kiedy Bronisław Piłsudski przemierzał te dzikie tereny, mając w sobie przeczucie ważnej misji ratowania śladów kultury skazanej na unicestwienie. Jego wysiłkowi ajnoscy artyści zawdzięczają możliwość prezentowania swoich pieśni i tańców turystom odwiedzającym Porotokotan, choć mogą nie zdawac sobie z tego sprawy. Przy wyjściu z chaty, w której odbywały się występy, pytam jedną z tancerek czy wie kim jest człowiek, którego popiersie stoi blisko głównego wejścia. Mówię, że to mój krajan, że jestem z Polski. Zażenowana moim pytaniem, a może również kiepskim poziomem japońskiego, przeprasza uprzejmie, kłaniając się nisko i odpowiada, że nie wie.


część I

 

Tekst i zdjęcia Robert Szabłowski


Share this post:
Rate this post: 11  

 

Related posts

Comments


There are currently no comments

New Comment

required

required (not published)

optional

Słowa kluczowe