LIKE US

Indonezja - Bali

Indonezja Bali

June 23, 2016, 14:41 1 0 Pawel_Slowik

 
Bali to indonezyjska wyspa w archipelagu Małych Wysp Sundajskich. Jest położona w łańcuchu wysp; od Jawy oddziela ją cieśnina Bali, a od wyspy Lombok cieśnina Lombok.

Day 0 11-12.01.2016
Rano wybudziłem się lekko po siódmej by jeszcze przed wyjściem do szkoły zobaczyć syna. Młody tuż po śniadaniu przyleciał do mnie do łóżka po przytulać się z tatą przed wylotem. Dopiero teraz dotarło do mnie że to już dziś lecimy z Piotrkiem do Indonezji. Chwilę leniwie sobie poleżałem po czym wstałem by jeszcze przed wylotem zażyć miłej gorącej kąpieli i aby się ogolić co powinno mi starczyć na trzy tygodnie wyjazdu, mowa oczywiście o goleniu bo kąpać zamierzam się częściej .

Czysty z pięknie ogolona głową i brodą mogłem zjeść pyszne śniadanie które przygotowała mi wspaniała żona. W pół do dziewiątej przyjechał do mnie Piotrek, upewniliśmy się że mamy wszystko co potrzeba i przygotowaliśmy nasze plecaki do nadania a sami na pokład zabraliśmy tylko małe torebki z najbardziej potrzebnymi rzeczami. Na lotnisku wszystko poszło bez żadnych niespodzianek i odprawieni chwile po jedenastej czekaliśmy na nasz lot do Londynu. Sam lot przebiegł gładko i o czasie wylądowaliśmy w stolicy Wielkiej Brytanii gdzie za już cztery godziny mamy kolejny lot z terminala 5 do Hong Kongu, tym razem nieco dłuższy bo prawie dwanaście godzinny. W Londynie przemieściliśmy się z terminala trzeciego na piąty gdzie w spokoju zjedliśmy sobie kanapki które przygotowała nam moja żona. Czas oczekiwania spędziliśmy na zwiedzaniu lotniska i sklepów. Zleciało szybko i nim się obejrzeliśmy już wchodziliśmy na pokład samolotu Airbus A380, naszego domu na kolejne dwanaście godzin. Niestety nie lecieliśmy biznes klasą wiec szampanem nas nie przywitano na pokładzie ale i tak obsługa była bardzo pomocna a i na jedzenie nie narzekaliśmy. Planowo wylądowaliśmy w Hong Kongu. Na dworze było lekko mgliście i osiemnaście stopni. My mieliśmy znów 4 godziny by zwiedzić lotnisko, odwiedzić kilka sklepów i wpaść na coś pikantnego do maka.


W między czasie odebraliśmy kartę pokładową na lot Hong Kong Airlines do Denpasar na Bali. Jak się doczytaliśmy nie wolno przewozić dodatkowych baterii i ładowarek w bagażu nadawanym… hmm nie wiem czy to jest jakoś sprawdzane ale było wyraźnie to zaznaczone jak odbieraliśmy kartę pokładową.


Punktualnie wsiedliśmy na pokład samolotu. W drodze zjedliśmy wołowinę z ryżem i deser na kolację i obejrzeliśmy dwa filmy. Za oknem widzieliśmy pięknie wyglądające burze choć na dole zapewne nie było to tak miłe doznanie.


Na Bali dolecieliśmy o czasie. Sprawnie przeszliśmy przez odprawę i odebraliśmy nasze bagaże. Ponieważ była już prawie pierwsza w nocy poszukaliśmy taksi do Kuty czyli najbliższego i turystycznego miejsca licząc na jakiś tani nocleg. Taksówkarz policzył nas po utargowaniu 100000 rupi czyli jakieś 30 zł ale o tej godzinie nie było innej zbyt opcji. W kucie podwiózł nas do kilku hosteli i albo nie było miejsc albo ceny zabijały nasz budżet i ostatecznie zostaliśmy w hotelu za 250000 za noc za nas dwóch. Wyskoczyliśmy jeszcze na miasto kupić wodę i jakiś może trunek. Udało nam się kupić w jeszcze otwartym o pierwszej w nocy mini markecie wodę i mała butelkę whisky za 55000 rupi. Wróciliśmy do pokoju, trochę sobie pociągnęliśmy z buteleczki whisky i po kąpieli poszliśmy spać.

Day 1 13.01.2016
Rano po 6 godzinach snu wstaliśmy o 9 rano. Przepakowaliśmy plecaki i poszliśmy coś zjeść oraz poszukać transportu do Denpasar albo bezpośrednio do Padangbai skąd pływają tanie publiczne promy na Lombok. W hotelu gość mówił że bilet do Padangbai busem to koszt 500000.

Pochodziliśmy po mieście, dolara wymieniają za 13700 rupi. Co dziwne jak dla mnie w tych rejonach było zobaczyć szyldy McDonalda, KFC, Starbucks Cafe czy HardRock Cafe. Widać od razu ze to miejsce jest przesiąknięte turystami i na turystów naiwności żeruje. Zjedliśmy z miejscowymi jakąś dziwną potrawę ala krupnik gesty z kurczakiem i chipsami ziemniaczanymi za 10000 rupi czyli 3 zł. Dowiedzieliśmy się że też z tego miejsca możemy złapać transport do terminalu autobusowego w Denpasar. Po jedzeniu zabraliśmy plecaki z hostelu i poszliśmy łapać transport na dworzec. Wzięliśmy dwa skuterki które nas podrzuciły na dworzec za 150000. Tu znaleźliśmy mały busik do Padangbai za 140000 rupi który miał odjazd za 40 minut. Poszliśmy kupić sobie coś do picia i cierpliwie czekaliśmy na odjazd. Po 30 minutach ruszyliśmy w drogę, co prawda kierowca jechał jak tylko mógł bocznymi drogami ale całkiem sprawnie dotarliśmy do Padangbai. Tu od razu zaczepiali nas naganiacze oferując szybkie promy na Lombok i hotele. Oczywiście nie skorzystaliśmy. W porcie dowiedzieliśmy się ze promy publiczne pływają co godzina. W międzyczasie zmieniliśmy koncepcję i stwierdziliśmy ze dwa dni zostaniemy na Bali zwiedzając jej wschodnią i centralną część. Idziemy w stronę miasteczka . Zagaduje nad miejscowy, pytamy o motory… po chwili już prowadzi nas jakieś 400 metrów w bok do znajomej. Bierzemy skuter na dwa dni w cenie 50000 za dobę. Skuterkiem śmigamy w kierunku świątyni Pura Lempuyang. Droga dość ciekawa, co prawda kręta i ruchliwa ale dookoła fajne widoki i piękne wioski i uprawy tarasowe ryżu.

W świątyni dajemy 20000 dotacji dobrowolnej zostawiamy plecaki i idziemy pozwiedzać z dwoma psami które się przybłąkały. Ze świątyni mamy piękne widoki na wulkan Gunung Agung który ma ponad 3 tysiące metrów. Zresztą droga do świątyni też była ostro pod górę i bardzo kręta że skuter ledwo nas z plecakami ciągnął. Zwiedziwszy ruszyliśmy w stronę oceanu na jakąś zaciszną plaże szukać noclegu. Wynalazłem wąską drogę na fajna spokojną plażę tylko dla nas -8.317373 115.625809. Na miejscu początkowo kilka osób łowiło ryby ale po jakimś czasie się rozeszli. My sobie popływaliśmy i pooglądaliśmy rafę i rybki. Znaleźliśmy piękną niebieską rozgwiazdę. Po kąpieli w oceanie wykorzystaliśmy zabraną z domu linkę i reklamówkę aby nabrać słodkiej wody ze studni i się opłukać. Umyci rozwiesiliśmy hamaki, wypiliśmy whisky, zjedliśmy zakupione banany które miały dziwny ziemisty posmak jak dla mnie miały nutkę smaku liścia chrzanu. umyliśmy zęby i położyliśmy się spać ok 20:30. Do hamaka było trochę trudno wejść bo wisiał pomiędzy palmami nad plażą na lekkim uskoku.

Day 2 14.01.2016
Obudziliśmy się w hamakach chwilkę przed wschodem słońca, w lasku śpiewały pięknie ptaszki a fale delikatnie rozbijały się o brzeg. Chwilkę poleżeliśmy delektując się tymi doznaniami po czym wstaliśmy i zwinęliśmy nasz obóz. Korzystając że zrobiło się widno założyliśmy okularki do nurkowania i poszliśmy pooglądać piękne dno wybrzeża. Dziś popłynęliśmy trochę dalej i jak się okazało było warto. Spotkaliśmy piękne niebieskie i białe rozgwiazdy i mnóstwo pięknych rybek. Życie na dnie na tej plaży było niesamowite. Pełni emocji po oglądaniu dna udaliśmy się skuterkiem w kierunku wioski Les. W drodze zatrzymaliśmy się zjeść śniadanie w jednym z barów przy drodze. W Les juz na głównej drodze był drogowskaz na wodospad. Podążyliśmy za nim i dotarliśmy do małego parkingu skąd wiodła droga do jednego wodospadu. Kawałek dalej był drugi. Wejście kosztowało nas 20000 a droga wiodła przez porośnięty bananowcami i innymi drzewami las. Sama droga w jedną stronę zajęła nam około 15 minut.

Po dotarciu wodospad okazał się dość wysoki a na dodatek na dole miał fajną nieckę z woda do której weszliśmy i skorzystaliśmy z okazji by wykąpać się w słodkiej wodzie wodospadu. Kąpiel była super i ta moc spadającego wodospadu jak uderzał o nasze ciała była niesamowita. Po kąpieli w ubraniach wyżęliśmy je i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Słońce już świeciło mocno a droga zacienioną ścieżką w mokrych chłodnych ubraniach była miła. Ruszyliśmy dalej do kolejnych wodospadów. Po drodze stanęliśmy i od jakiejś pani kupiliśmy świeże owoce Salak i Rambutan. Po przejechaniu kawałka drogi stanęliśmy nad rzeczką spadająca do oceanu zakosztować naszych owoców. Rambutan w smaku bardzo przypomina liczi i zresztą z rodziny liczi pochodzi a zaś Salak ma całkiem nowy smak lekko kwaśny i tyci w smaku ma nutkę ananasa. W rzece kąpali się miejscowi z dziećmi a kobiety robiły pytanie  Wypoczęci i najedzeni owocami ruszyliśmy dalej. W jednej z mijanych wiosek stanęliśmy coś zjeść na obiadek. Standardowo ryż z jakimiś dodatkami mięso warzywnymi. Jadąc dalej do wodospadu widzieliśmy ze w oddali w górze grzmi i są ciemne chmury. Dojechaliśmy do wpierw do wodospadu Air Terjun Mekalangan a potem do wodospadu Gitgit. Wejściówki jedna 5000 druga 20000. Wodospad Gitgit i jego okolica po której można spacerować jest niesamowita. Sam wodospad jest fajny i ma kilka miejsc gdzie można się pokapać ale to jego okolica takie nasze ogródki działkowe jest niesamowita. Można tam zobaczyć jak rośnie avocado, banany i co najważniejsze udało nam się zobaczyć jak rośnie rambutan i zjeść go świeżego. W ogródkach rośnie też niezliczona ilość kwiatów które można podziwia Jadąc dalej w kierunku Ubudu kupiliśmy sobie słodkości na wieczór i zapas wody.

Poza miejscami turystycznymi w sklepach czy jadłodajniach nie ma alkoholu. Może dlatego ze to kraj muzułmański, mimo że tego nie widać na bali bardzo. Przed Ubudem skręciliśmy w boczne drogi szukać miejsca na nocleg… niestety ziemia jest tak żyzna i tak dobre są tu warunki do życia ze każdy centymetr dosłownie jest zamieszkany lub co bardziej płaskie tereny to pola ryżowe. Mimo starań nie znaleźliśmy nic godnego i udaliśmy się już po zachodzie słońca do Ubudu poszukać czegoś taniego na nocleg. Po przejechaniu kawałka miasteczka udało nam się znaleźć po utargowaniu pokój dla nas za 150000 czyli 45zł. Zostawiliśmy plecaki i poszliśmy rozprostować nogi na miasto. Wstąpiliśmy do lokalnego marketu i zakupiliśmy sobie coś na szybkie rano śniadanko i butelkę rumu. Niestety Indonezja to nie Birma gdzie 0.7l rumu czy whiskey kosztowało 3zł. Tu butelka rumu to koszt 135000 IDR czyli ok 40zł. Wróciliśmy do pokoju. Zadzwoniliśmy przez internet do domu i po kąpieli oraz kilku łykach poszliśmy spać.

Day 3 15.01.2016
Dziś wstajemy o 7. W planach zwiedzenie w Ubud kilku świątyń i lasu z małpami czyli Monkey Forest. Jemy w hostelu śniadanie, myjemy ząbki i zostawiamy spakowane już w plecaki na korytarzu i idziemy pozwiedzać. Do jednej ze świątyń udaje nam się wejść jeszcze nim rozstawili się ludzie pobierający opłatę i udało się zaoszczędzić po 60000. Pochodziliśmy trochę oglądając świątynie po czym pojechaliśmy zobaczyć Monkey Forest. Tu szczerze to nie ma nic czego byśmy już nie widzieli wcześniej. Małpki wczoraj biegały ze dwa razy po drodze z wodospadów, ogromne drzewa też już widzieliśmy no i kaniony też. Dalej pojechaliśmy szukać jednego tajemnego miejsca ale nawet miejscowi nie wiedzieli gdzie to jest więc pewnie namiary z netu były mało dokładne. Do Padangbai dotarliśmy 10 minut przed 13 i mieliśmy dosłownie kilka chwil by oddać skuter i szybko dojść do portu i kupić bilety po 41000. Usiedliśmy zmęczeni na górnym pokładzie promu i spokojnie delektowaliśmy się wiejącym wiaterkiem. Po jakimś czasie zeszliśmy pod pokład i przespaliśmy się na kanapach. Po ok trzech i pół godzinie dopłynęliśmy do Lembaru na Lomboku. Tu po negocjacjach udało się znaleźć transport do Senggigi za 120000 a chcieli 200000. W Senggigi wypożyczyliśmy skuter na dwa dni i ponieważ zachód słońca miał być za godzinę pojechaliśmy szukać ustronnego noclegu. Udało nam się znaleźć pustą plażę -8.424934 116.046738. Tu robiliśmy hamaki i poszliśmy się kąpać. Po 30 minutach kąpieli przy księżycu wyszliśmy się wysuszyć i wypić trochę rumu  Na komary odpaliliśmy kadzidło. Po staliśmy z godzinkę pijąc co jakiś czas i gadając i o 22 poszliśmy spać.

Tekst i zdjęcia Paweł Słowik


Share this post:
Rate this post: 0  

 

Related posts

Adršpach, skalne miasto w ...

Adršpašskoteplické skály – masyw górski w Sudetach Środkowych, w Czechach, będący fragmentem Gór Stołowych (czes. Broumovska ...

Indonezja-Sumbawa

Sumbawa – indonezyjska wyspa w archipelagu Małych Wysp Sundajskich, między wyspą Lombok a Flores. Jej powierzchnia ...

Indonezja - Lombok

Lombok – indonezyjska wyspa w archipelagu Małych Wysp Sundajskich, położona między wyspami Bali i Sumbawa. Cieśniną ...

Comments

  • Guest - choc

    Hello! I could have sworn I've visited this website before but
    after looking at a few of the articles I realized it's new to
    me. Anyways, I'm certainly happy I came across it and I'll be bookmarking it and checking back regularly!

    Reply



New Comment

required

required (not published)

optional

Tags