LIKE US

Birma – magia Rangunu

Birma Elżbieta Wojnarowska Mjanma Azja

May 12, 2016, 13:22 2 19 ElzbietaW

 
Szalone Sześćdziesiątki na trasie------------------------------ W młodości rzeczywistość i ustrój nie pozwalały na podróże. Teraz od paru ładnych lat docieramy do odległych miejsc, które tkwiły w naszych marzeniach. Jesteśmy w słusznym wieku, więc nie mamy specjalnych zahamowań ani kompleksów. Za to mamy naprawdę dużą determinację i ciekawość świata. Będąc emerytkami zbieramy nasze skromne środki, żeby realizować te marzenia. A w miarę upływu czasu marzeń wciąż nam przybywa.

"Kiedy się czegoś pragnie, wtedy cały wszechświat sprzysięga się, byśmy mogli spełnić nasze marzenie"

Paulo Coelho, "Alchemik"

Zapraszamy do zapoznania się z kolejnymi częściami artykułu: cz. II oraz cz. III

Rangun – jeszcze do niedawna stolica Birmy. Z lotniska do hotelu jedziemy starym grzechocącym blachą samochodem. Zasłaniamy usta chustkami, bo smród spalin nie pozwala normalnie oddychać. Godzina popołudniowa, hałas i upał dopełniają miary. Otwarte okna nie dają się zamknąć - nie w tym aucie. Dobrze że chociaż drzwi się zamykają. Po godzinie drogi docieramy do centrum Rangunu, gdzie znajduje się nasz guest house, zamówiony wcześniej przez znajomą Piotrka. Pokój 4 osobowy i jak to często bywa w azjatyckich, tanich hotelach - bez okien, ale z łazienką. Nie narzekamy. Odpoczywamy i po godzinie jesteśmy gotowe na zwiedzanie „serca Birmy” - buddyjskiej świątyni Shwedagon. Jak głosi legenda, jest to miejsce kultu, wewnątrz którego znajdują się włosy Buddy.

Zostawiamy buty i wchodzimy schodami prowadzącymi na rozległy świątynny teren. To, co widzę, zapiera dech w piersiach. Przed nami ogromna, złota stupa, kształtem przypominająca dzwon, otoczona niezliczoną ilością równie pozłacanych większych i mniejszych świątyń.

Ta największa – Shwedagon - pokrywana jest plasterkami złota (można je kupić na miejscu), przez kolejne pokolenia buddystów i wszystkich tych, którzy traktują tę świątynię jako symbol duchowości i solidarności narodu.

Aż trudno uwierzyć, że budowla, licząca sobie ok. 2500 lat, dźwiga na sobie około 9 ton złota i mierzy aż 98 metrów. To cudo architektury przetrwało burzliwy okres walk Birmańczyków i Monów o panowanie na tej ziemia, a także czasy hegemonii brytyjskiej, choć w 1929 roku, niestety stan budowli został naruszony, bowiem dokonano grabieży części jej kosztowności. Niemniej po dziś dzień można podziwiać kopułę i stożek, które wysadzane są diamentami, rubinami i topazami. Świątynia po każdym trzęsieniu ziemi była odnawiana i wzbogacana naklejanymi listkami złota przez aktualnie panującego na tej ziemi króla i wiernych.

Zachodzące słońce odbija swoje promienie od złotej świątyni, ja krążę wokół lekko oszołomiona. W mniejszych stupach - kapliczkach i świątynnych pawilonach - widzę różnorodne figury Buddy, stojące, siedzące albo leżące. Jest ich mnóstwo. Z reguły o dobrotliwej twarzy, mieniące się złotym blaskiem i różnymi kolorami. Wyznawcy Buddy składają dary w postaci kwiatów i zapalonych świeczek, a także modlą się w skupieniu do swojego wybranego Buddy.

Tuż obok drewniana, pokryta złotem pagoda o pięknych ażurowych ścianach, chroniąca w swoim wnętrzu duży, złoty posąg uśmiechniętego Buddy.

Można tutaj usiąść i bez pośpiechu kontemplować otoczenie i atmosferę niebywałej duchowości, która jest lekka i radosna. Rodziny birmańskie z małymi dziećmi, mnisi w swoich charakterystycznych szatach, grupki młodych dziewcząt i turyści zgodnie ze wskazówkami zegara krążą wokół głównej świątyni, zauroczeni niebywałą aurą i tajemniczością tego miejsca. Każdą kapliczkę pilnują i chronią od zła groźne birmańskie lwy, a ogromne postacie strażników straszą przy wejściach na teren świątyni.

Powoli zmierzamy do wyjścia i ruszamy w kierunku hotelu. Na miejscu zmęczona kładę się do łóżka, zamykam oczy i widzę ogromną złotą bryłę na tle granatowego nieba. To był bogaty i piękny w przeżycia dzień.

Następnego dnia w naszych planach jest wizyta w Muzeum Kamieni Szlachetnych. Jedziemy. Na wejściu 5 $ od osoby i spisanie danych z paszportu. Windą docieramy na 3 piętro i wchodzimy do dużej klimatyzowanej sali. Pierwsze co rzuca nam się w oczy to ciekawa prezentacja, przedstawiająca kolejne etapy wydobycia „klejnotu”. Z początku niepozorna bryłka skalna, która odpowiednio obciosana, ukazuje swe kolorowe wnętrze. Dalsza obróbka to zapewne długotrwałe i precyzyjne szlifowanie, dzięki któremu na koniec wyłania się piękny kawałek czerwonego rubinu. W gablotach widnieje gotowa do sprzedaży biżuteria: piękne kolorowe szafiry, topazy, perły i czerwone rubiny oprawione w złoto lub srebro. Oko bieleje. Jest na co popatrzeć, tym bardziej, że wybór ogromny. O ceny nie pytałyśmy.

Pośrodku sali można było zobaczyć dużą, podświetloną mapę Birmy z oznaczonymi miejscami wydobycia złota, srebra, ropy i kamieni szlachetnych. Z informacji uzyskanych od zaprzyjaźnionego Birmańczyka wiem, że złoża te są wykupowane za bezcen przez Chińczyków. Ile w tym prawdy? Tego nie wiem, ale patrząc na ekspansje chińskich hoteli i restauracji jest to bardzo prawdopodobne. Z racji położenia geopolitycznego Birmą zainteresowane są również Indie i Stany Zjednoczone.

W kolejnych, usytuowanych piętro niżej salach znajdowało się mnóstwo stoisk z tanią biżuterią. Po prostu nie można się było oprzeć przymierzeniu tych cudownych dzieł kunsztu jubilerskiego. Oczywiście zakupiłam naszyjnik z jadeitowych kamyków w moim ulubionym, zielonym kolorze.

Samo miasto Rangun to skupisko starych, obdrapanych, betonowych budynków, między którymi wyrastają nowoczesne banki, sklepy i firmy międzynarodowe, zajmujące się głównie handlem.

 

Są też pozostałości po brytyjskich kolonistach, m.in. XIX-wieczna architektura. Część budynków odrestaurowana i zamieszkała lub pełniąca funkcję siedzib instytucji państwowych. Ładne, szerokie aleje ozdobione drzewami ciągną się w okolicy portu rzecznego.

Ludzie przemieszczają się w tłoku. Małe autobusy są kompletnie zapchane, zaś pobocza ulic i chodniki okupowane są przez drobny handel i stanowiska „garkuchni”. To właśnie tam na stojąco lub siedząco można zjeść coś na szybko, na ciepło, prosto z dymiących ogromnych woków. Głównie serwuje się makarony z warzywami lub kawałki owoców.

Przy głównym, olbrzymim bazarze, można zakupić wszystko, czego dusza zapragnie, a przy poutykanych tu i ówdzie stolikach można się posilić i napić herbaty jednocześnie rozmawiając o interesach.

Birmańczycy stołują się głównie na ulicach. Serwowane jedzenie jest smaczne, a dzięki aromatycznym przyprawom ma wspaniały, charakterystyczny zapach.

Bogactwo przeplata się z nędzą. Dzieci biegają po ulicy bez opieki i nadzoru dorosłych. Można je spotkać tam zarówno rano jak i wieczorem. Ich radość i pozytywna energia udziela się wszystkim przechodniom.

Podobnie jak w Bombaju zakłady fryzjerskie i pedicure swą siedzibę mają na chodnikach. Wystarczy krzesło i podnóżek, a klient z pewnością się znajdzie.

Święto buddyjskie. Podążamy z tłumem do świątyni. Młodzi ludzie częstują zmęczonych i spragnionych przechodniów zimnymi napojami oraz obdarzają ich serdecznymi uśmiechami. Atmosfera święta udziela się także i nam.

Obrzeża miasta - zupełnie inny styl życia.

Szykujemy się z Joasią do opuszczenia Birmy. Ostatnie 8 dni pobytu przeznaczamy na lenistwo, wyciszenie emocji i pobyt na birmańskiej plaży, gdzie w spokoju oddajemy się morskim kąpielom i długim spacerom po prawie bezludnych, pięknych plażach.

Birma, 2012 rok, luty.

Tekst i zdjęcia Elżbieta Wojnarowska

główne zdjęcie: Jose Javier Martin Espartosa


Share this post:
Rate this post: 19  

 

Related posts

Nepal. Przed tragedią - ...

Szalone Sześćdziesiątki na trasie.------------------------------ W młodości rzeczywistość i ustrój nie pozwalały na podróże. Teraz od ...

Nepal - Przed tragedią

Szalone Sześćdziesiątki na trasie.------------------------------ W młodości rzeczywistość i ustrój nie pozwalały na podróże. Teraz od ...

Birma cz. III "Inle ...

Szalone Sześćdziesiątki na trasie.------------------------------ W młodości rzeczywistość i ustrój nie pozwalały na podróże. Teraz od ...

Birma cz.II "Bagan – ...

Szalone Sześćdziesiątki na trasie.------------------------------ W młodości rzeczywistość i ustrój nie pozwalały na podróże. Teraz od ...

Comments

  • Guest - Kalina

    Świetnie sie czyta takie wspomnienia. Mam wrazenie, ze po prostu tam jestem i przezywam wszystko z autorka tekstu.

    Reply


  • Guest - wojtek

    Piękne zdjęcia i ciekawy tekst

    Reply



New Comment

required

required (not published)

optional

Słowa kluczowe