LIKE US

Australia oczami Gosi

Australia Australia i Oceania Gosia Poręba Joanna Osicka

Sept. 28, 2016, 08:19 1 2 JoannaOsicka

 
Miejsce, gdzie dwóch policjantów jest w stanie zapanować nad kilkusetosobowym tłumem. Kraina, gdzie ludzie w drodze do pracy mają czas na uśmiech i pogawędkę z panią od której kupują kawę, a życie nie kręci się wokół pracy. Miasta, gdzie raczej nie zrobisz zakupów po 17:00. Kontynent, na którym przytulisz koalę i pogłaszczesz wombata. O swoich spostrzeżeniach oraz przeżyciach w podróży camperem po Australii opowie mi Gosia Poręba tancerka, artystka i nauczycielka angielskiego.

J: Co skłoniło Cię do wyjazdu do Australii?

G: To dość długa historia. Mój wujek przeprowadził się tam z ciocią. Wujek z zawodu jest pianistą, ciocia aktorką. Wyjechali w świat szukać lepszego życia, trochę okoliczności zdecydowały że padło na Australię i tam już zostali. Już jako dziecko myślałam o podróży w tamte strony. Dodatkowo, do mojej chęci wyjazdu przyczyniła się fantastyczna książka ze zdjęciami z Australii.

J: Od razu pojechałaś do wujka w odwiedziny?

G: To nie było takie proste, wyprawa do Australii to było duże przedsięwzięcie. Pamiętam, że jako nastolatka odłożyłam nawet pieniądze na studia w Australii, ale niestety nie udało się wyjechać. Dopiero po przyjeździe wujka do Polski i omówieniu kilku spraw udało nam się zaplanować mój miesięczny pobyt w tym kraju.

J: Warto było czekać?

G: Tak! Australia to raj. Przestrzeń, klimat, świeże powietrze, odpoczynek.

J: Cały czas się wylegujesz? To chyba nie dla mnie.

G: Wylegujesz? O tak, na takich plażach aż chce się siedzieć tygodniami… Ale to nie dla mnie! Ja kocham zwiedzanie, choć Australia nie gwarantuje typowych atrakcji cywilizacyjnych. Jeśli udajesz się tam z myślą o zwiedzaniu zabytków, monumentów i historycznych miejsc to trudno będzie ci znaleźć coś dla siebie. Jeśli zaś nastawisz się na podziwianie przyrody, chłonięcie krajobrazów, których nie zobaczysz nigdzie indziej, to Australia będzie idealnym wyborem. Gdy wyjeżdżam, nie siedzę w jednym miejscu. Zawsze planuję jakąś trasę, zatem moje wyprawy do Australii były wycieczkami objazdowymi. Australia, choć w popularnym myśleniu niewielki kontynent, w rzeczywistości jest spora. Jeśli zamierzasz zwiedzić ją całą w dwa tygodnie to z góry cię uprzedzam, że nie dasz rady. Każdy region jest tak od siebie różny. Na wschodzie znajdziesz rajskie plaże, na zachodzie groźne urwiska i busz, a w centrum bezkresne pustkowia.

J: Czyli trzeba mieć plan.

G: Koniecznie, przynajmniej ogólny. Zwłaszcza jeśli w grę wchodzą podróże samolotem. Niemniej najlepiej chyba odkrywać Australię na bieżąco, o wiele lepiej niż przez Internet, gdy przygotowujesz trasę. Dużym udogodnieniem dla podróżników jest bardzo dobrze rozbudowany system informacji turystycznej. W zasadzie w każdej większej miejscowości można odnaleźć taki punkt, gdzie dostaniemy najważniejsze informacje lub ciekawostki związane z danym miejscem i jego atrakcjami. Czasem potrafiono nam polecić zakątki, o których nie mieliśmy zielonego pojęcia, rajskie półdzikie plaże gdzie można spotkać kangura... To o wiele lepsze niż łażenie na popularnej Bondi Beach w Sydney, o której jest wzmianka w każdym przewodniku. Wyobrażasz sobie jakie tam są tłumy?

 

J: To dość cenna informacja. Jak odbierasz Australijczyków?

G: Przede wszystkim kocham ten inny styl życia, który prowadzą. Jest niewymuszony, bezproblemowy. Australijczycy są bardzo bezpośredni, wyluzowani, nie wyolbrzymiają, są uśmiechnięci, a przy tej całej swojej serdeczności są baaardzo asertywni. Przypomina mi się taka sytuacja, gdy zatrzymaliśmy się na Tasmanii. Poszliśmy do restauracji. Chcieliśmy zjeść coś ciepłego, ale okazało się, że przyjechaliśmy „pomiędzy posiłkami”. Pani właścicielka z przemiłym uśmiechem opowiedziała nam historię swojego życia, ale kuchni nie otworzyła! Warto zatem zapamiętać, żeby ciepłe posiłki w restauracjach planować wtedy, kiedy jedzą wszyscy, czyli w porze lunchu i po 18:00. Poza tymi godzinami oczywiście można coś zjeść, ale choćby się waliło i paliło to nie otworzą kuchni, zostaje fish&chips albo MC Donald’s.

J: Nie wierzę! To nie do pomyślenia w Polsce!

G: Wiem, na początku może być trudno się do tego przyzwyczaić. Podobne, dość frustrujące zderzenie z australijską rzeczywistością mieliśmy już pierwszego dnia po przylocie. Z racji tego, że zaplanowaliśmy objazdową wycieczkę od razu po wylądowaniu mieliśmy udać się po odbiór auta. Gdy zjawiliśmy się przed wypożyczalnią okazało się, że zamknęli ją dwie godziny wcześniej niż zwykle, o czym informowała tylko powieszona na drzwiach kartka. Nikt nie zadzwonił, nie wysłał wiadomości czy maila, jakby nie interesowało ich zupełnie, że mają w systemie klientów, którzy nie odebrali pojazdu. Zaskakujące.

J: W tym momencie mój wyjazd byłby zrujnowany…

G: Ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę było zacząć urlop od stresu. Próbowaliśmy zawalczyć o swoje, ale na pytania odpowiedzieli tylko że tak mają w zwyczaju, że jest sezon i nie muszą gonić za klientami bo zawsze ktoś samochód wynajmie, a zamykają wcześniej bo… jest okres świąteczny, przecież też mają prawo do wolnego. Jeśli klientowi nie uda się dojechać na czas to nie jest ich problem. Wszystko oczywiście powiedziane w sposób grzeczny i uprzejmy, z uśmiechem na twarzy. Asertywność w najlepszym wydaniu!

J: Nie było mnie tam, a już czuję jak bardzo jestem zdenerwowana

G: Gdybyś spędziła tam trochę czasu z pewnością byś się przyzwyczaiła. Ma się wrażenie żedla Australijczyków praca jest tylko dodatkiem do życia, wydaje się że bardzo cenią swój czas i przestrzeń prywatną. Co oczywiście nie wpływa na to, z jaką sympatią potrafią stawiać te granice J

J: A Tobie się udało zaaklimatyzować?

G: Mnie od początku się tam podobało. Odpowiada ten spokojny styl życia, choć znam ludzi, którzy mają problem z odnalezieniem się w tej rzeczywistości. Mam koleżankę, która mieszka w Australii już 20 lat. Stwierdziła, że ma mdłości widząc wciąż uśmiechniętych ludzi, którzy szczerzą się do ciebie, a być może skrycie woleliby pokazać ci język… Dla niej to takie nieszczere i plastikowe. W Polsce przynajmniej każdy ma naburmuszoną minę i nie zdziwisz się jak na ulicy ktoś się na ciebie wydrze. Ja z kolei uważam, że właśnie przychylność ludzi i te uśmiechy sprawiają, że człowiek nie czuje się taki zagubiony wśród innych.

Trzeba też pamiętać że wakacje, a życie i praca to są dwie różne rzeczy. Wiem, że ludzie chcący przeprowadzić się tam na stałe muszą przebić się przez długi proces uzyskania właściwej wizy, a potem z asymilacją i uzyskaniem dobrej pracy, czego Australijczycy już nie ułatwiają i potrafią być trochę zamknięci na obcych.

J: Słyszałam, że Australijczycy są także bardzo EKO. Czy faktycznie tak bardzo dbają o środowisko?

G: Australijczycy mają wręcz fioła na punkcie środowiska. Dbają o przyrodę, a zwłaszcza o zwierzęta. W miastach Australii jest sporo parków, w których przechadzają się czy przelatują przeróżne ptaki, i niezliczone wręcz rezerwaty przyrody. Mnie zachwycają ogrody zoologiczne – w przeciwieństwie do tych, które można zobaczyć w Europie, te parki są otwarte. Swobodnie chodzą sobie tam strusie, kangury i misie koala. Węże, pająki i krokodyle są oczywiście trzymane w zamknięciu ;)

J: Głaskałaś koalę? Mam wrażenie, że to główna atrakcja pobytu w Australii.

G: Tak. Głaskałam zarówno koalę jak i wombaty, oswojone i przyzwyczajone do obcowania z turystami. To bardzo urocze zwierzęta i uwierz mi, że każdy chce wyciągnąć rękę, żeby pogłaskać takiego misia. Warto jednak pamiętać, że w naturze zwierzęta mogą zachować się dużo mniej przyjaźnie, np. dojrzałe wombaty bardzo szybko się irytują i potrafią natręta podrapać lub ugryźć. Ich opiekunowie bardzo podkreślają fakt, że to dzikie zwierzęta i zachęcają, żeby takimi je pozostawić.

 

 

J: Z tym nie miałabym problemu. A te wszystkie pająki i karaluchy na każdym kroku?

G: Osobiście widziałam tylko kilka, takich niegroźnych; węży w ogóle. Moja ciocia przez 30 lat spotkała jadowitego pająka może dwa razy... Karalucha ja widziałam tylko raz… Myślę że te opowieści są mocno przesadzone. 

J: Mimo wszystko nie czułabym się bezpiecznie.

G: Myślę że nie warto panikować. Wiadomo, że te stworzenia tam żyją, trzeba więc unikać wchodzenia boso w krzaki czy do piwnicy, nie wędrować po buszu w japonkach, obserwować tablice ostrzegawcze i stosować się do wszelkich zakazów jakie zobaczysz - w Australii poinformują cię o wszelkim czyhającym na ciebie niebezpieczeństwie. Wszystko zależy od tego, czy przestrzegasz czy lekceważysz to, co czytasz. Gdy pojechałam tam kiedyś w kwietniu w okolice Cairns (okolice Wielkiej Rafy Koralowej), trwał akurat sezon w którym kąpiel w oceanie groziła spotkaniem z groźnymi meduzami. Na plaży roiło się od ostrzeżeń przed wchodzeniem do wody. Jeśli czytasz wszystkie informacje i stosujesz się do zakazów nic złego nie powinno ci się przytrafić.

J: Byliście tam na północy? Jaka była Wasza trasa?

Ten ostatni to był mój trzeci pobyt w Australii. Tym razem wylądowaliśmy w Melbourne skąd samochodem udaliśmy się do Sydney; postanowiliśmy jechać wzdłuż wybrzeża. Za pierwszym razem pokonywałam odcinek Melbourne-Sydney przez Góry Śnieżne i Canberrę. Opcja, którą wybraliśmy tym razem okazała się cudownie malownicza. Jeśli nie jesteś fanem gór, a od wizyty w stolicy kraju i (bardzo, skądinąd, wartego odwiedzenia) Muzeum Australii wolisz malownicze plaże, trasa wzdłuż wybrzeża oceanu to strzał w dziesiątkę. Krajobraz jest bardzo zróżnicowany. Możesz wybrać przepiękny park narodowy Wilsons  Promontory i piesze wędrówki po wzgórzach i piaszczystych plażach, łowienie ryb i wycieczki łódką w okolicach Lakes Entrance czy po prostu zatrzymać się na jednej z rajskich plaż. To właśnie tam zupełnie przypadkiem odkryliśmy chyba najpiękniejszą – niemal dziką, na którą można trafić po krótkiej leśnej wędrówce. Z Sydney polecieliśmy na Tasmanię, gdzie camperem zjechaliśmy pół wyspy – od Hobart do St. Helens.

Tasmania

Poprzednim razem udało mi się pojechać na zachód od Melbourne, wzdłuż fantastycznej The Great Ocean Road, wzdłuż której rozciągają się liczne parki narodowe, a między innymi słynny Park Dwunastu Apostołów. Coś fenomenalnego! Widziałam też kawałek zachodniego wybrzeża, na północ od Perth, Góry Błękitne na zachód od Sydney i wschodnie wybrzeże od Cairns aż do Gold Coast… ale to opowieści na kolejne kila artykułów :D

J: Z tego, co opowiadasz Australia to chyba jeden z najspokojniejszych krajów na świecie. Czy spotkałaś się z jakimiś niepokojami społecznymi związanymi z ostatnimi wydarzeniami w Europie?

G: Nie, przynajmniej jako turysta. Nie jestem ekspertem w tych sprawach, ale widoczne jest to, że Australia ma ogromną autonomię w sprawach gospodarczych i społecznych; pewnie w jakimś stopniu gospodarka jest zależna od tego, co się dzieje na świecie, ale w dużej mierze, z racji położenia i struktury (jest to kontynent-państwo), Australijczycy polegają głównie na sobie. Do tego, a może to właśnie stąd, ta asertywność. Wystarczy przypomnieć wypowiedź premier Julii Gillard, która w sposób rzeczowy i kategoryczny wyraziła swoje poglądy dotyczące imigrantów, którzy osiedlili się na terenie Australii.

J: Czyli Australia jest samodzielna. Jak inaczej byś jeszcze określiła ten kraj?

G: Bardzo praworządne, niemal policyjne państwo. Przestrzega się w nim prawa i przepisów ponad wszystko. To pewnie głównie kwestia mentalności Australijczyków, ale też niemałe znaczenie mają tu  wysokie kary pieniężne (najniższy mandat za przekroczenie dopuszczalnej prędkości to koszt około tysiąca złotych). Wydaje mi się, że Australia mogłaby być przykładem dla Polaków w niektórych kwestiach. Nie spotyka się tam cwaniactwa czy załatwiania spraw „po znajomości”, panuje porządek. W sylwestrową noc mieliśmy tego idealny przykład. Po pokazie fajerwerków jedna ze stacji metra była zamknięta. Wejścia do metra pilnowało dwóch policjantów, którzy bez większego wysiłku byli w stanie zapanować nad tłumem ludzi. Od razu było widać kto jest Australijczykiem, a kto turystą – tylko przyjezdni przepychali się między ludźmi, chcąc koniecznie przejść do przodu i wejść do metra pomimo zakazu.

J: Czy coś poza tym cię zdziwiło? Wzbudziło obawy? Negatywne uczucia?

G: Negatywne – nie. W zasadzie jedyną rzeczą, która rzeczywiście rzuca się w oczy jest olbrzymia ilość ludzi z Azji. Co znaczące dla mieszkańców (bardziej niż dla turystów, póki co), w ostatnich latach to głównie Chińczycy wykupują działki budowlane w Australii, stawiając olbrzymie budynki i biurowce, powoli zniekształcając typową dla Australii niską zabudowę. Poza centrami miast widać że ludzie cenią sobie przestrzeń – pełne zieleni ogrody kryją parterowe lub piętrowe ładne domy.

J: Byłaś w kilku miejscach – Melbourne, Sydney, Perth, na Tasmanii . Czy wszystkie są do siebie podobne?

G: Bez wątpienia wspólną cechą tych miejsc jest to o czym wspominałam wcześniej – luz. Im dalej od większych miast, tym ludzie mają więcej czasu dla siebie, dla innych, na rozmowy… Chęć kontaktu i gotowość do pogawędek jest tym większa im dalej od cywilizacji ;) Dodatkowo – zieleń w miastach. Ludzie korzystają z niej popołudniami, wyprowadzając psy, czytając książki czy rozmawiając, a także w porze lunchu, kiedy wychodzą zjeść posiłek czy wykorzystać przerwę w pracy na jogging.

Poza tym każde z miast ma swój niepowtarzalny charakter. Np. Melbourne ma dość skoncentrowane, poprzecinane prostopadłymi ulicami city, gdzie tłumy turystów mieszają się z pracownikami biur. Mnie urzekły niepowtarzalne graffiti i niezliczone knajpy, gdzie można spróbować kuchni z najróżniejszych zakątków świata, i podobno dostać jedną z najlepszych na świecie kaw. Podoba mi się ta kultura jadania na mieście. Widać, że miast tętni życiem. Sydney z kolei to miasto tysiąca plaż, na których i w ciągu dnia i po pracy można spotkać mnóstwo ludzi. Rozległe, trochę bardziej biurowe, większe, bogatsze, życie toczy się tam trochę szybciej. Punktem centralnym jest zatoka z operą i mostem oraz Circular Quay, przystań do której zawijają regularnie kursujące promy, mniejsze i większe łódki a nawet olbrzymie liniowce.

Natomiast Tasmania… to niesamowite miejsce. Widoki zapierają dech w piersiach - Uwierz mi, krajobraz zmienia się za każdym zakrętem. Łąki, bezkresne pola, tropikalne lasy i skaliste wybrzeża… Gdzieś przeczytałam że to skoncentrowana Australia – i coś w tym jest. Już kontynent żyjewłasnym tempem, a na tej wyspie wszystko dzieje się 10 razy wolniej. Zawsze jest czas na rozmowę, posiedzenie z wędką, długie kolacje i smakowanie serów, ostryg czy cydru i wina (których na Tasmanii spróbować trzeba)… Każda z plaż zachęca błękitem wody i bielą piasku żeby odpocząć po pracy.

J: Spotkania po pracy na plaży. Już jestem tam myślami. Można stwierdzić, że to swego rodzaju tradycja.

G: Poniekąd tak. W ogóle typowym jest spędzanie czasu na powietrzu – parki, siłownie… W Sydney w city w porze lunchu spotkasz mnóstwo ludzi uprawiających jogging w przerwie w pracy. Właściwie wszędzie są ogólnodostępne grille elektryczne w parkach i na parkingach. Australijczycy kochają grilla i wakacje na kempingu. Obowiązkowo z camperem lub przyczepą i ze spakowanym skuterem wodnym i rowerami.

J: Jakieś minusy?

G: Bardzo wysokie ceny! Podobno nawet im rosnące koszty życia dają się we znaki… Ale dla Polaków ceny potrafią być naprawdę szokujące. Poza benzyną, której koszt jest podobny jak u nas, wszystko kosztuje około 3 razy drożej, zwłaszcza tzw. zdrowa żywność. I zwłaszcza w sezonie. Naprawdę ceny mogą bardzo uprzykrzyć wyjazd.

J: Jakie przestrogi i rady dałabyś osobom podróżującym do Australii?

G: Powtórzę się. W Australii wszystko sporo kosztuje, zatem radziłabym odłożyć trochę pieniędzy przed wyjazdem.

Jeśli chodzi o styl podróżowania, warto rozważyć wynajęcie samochodu – w Australii większość ludzi ma samochody, poza centrami miast ciężko o chodniki czy o sprawną komunikację miejską ;) Trzeba tylko uważać, bo autostrady są płatne. Praktycznie każde auto ma wmontowany specjalny chip (jak nasz viatoll), który automatycznie pobiera opłatę za przejazd, ale warto dopytać się w wypożyczalni samochodów jak to działa żeby uniknąć niepotrzebnych kosztów mandatu. Osobiście polecam podróże camperem – wypożyczalni jest ogromny wybór, a sieć świetnie wyposażonych i zorganizowanych kempingów (o możliwości nocowania na leśnych parkingach nie wspominając) pozwala znaleźć nocleg praktycznie w dowolnym punkcie wyprawy.

 

 

Pogoda jest bardzo zmienna. Może świecić bardzo ostre słońce (warto mieć ze sobą krem z dużym filtrem), a za chwilę padać deszcz.

Jeśli przyjdzie nam coś załatwić, trzeba będzie wstać rano. Mam tu na myśli wszelkiego rodzaju rezerwacje, wynajem auta, etc. Po 14, zwłaszcza w okolicach świąt i dni wolnych, szanse na załatwienie tego typu spraw może być utrudnione.

Tak jak wspomniałam wcześniej trzeba się stosować do wszelkich zakazów. Dotyczy to przede wszystkim przepisów drogowych. Jeśli są ograniczenia, należy zwolnić. Kary są bardzo wysokie. Warto też czytać umowy przy wypożyczaniu auta. Bardzo często widnieje tam klauzula, która zabrania prowadzenia pojazdu między godziną 18:00 a 5:00 rano. Dzieje się tak z bardzo prostej przyczyny: o tej porze kangury wychodzą z lasów na drogę i bardzo łatwo można mieć wypadek. Gdy złamie się ten przepis, a samochód ulegnie zniszczeniu w wyniku zderzenia, wówczas ubezpieczenie nie pokryje szkody.

Dalej - alkohol. Nie można kupić wódki czy innego trunku w zwykłym sklepie. W Australii są specjalne sklepy, w których kupuje się napoje wysokoprocentowe. Co więcej, sklepy spożywcze czynne są zwykle do 17:00. Potem wszystko jest zamknięte. Oczywiście w większych miastach istnieją supermarkety czy centra handlowe, które czynne są do 21:00.

Poza tym radziłabym wszystkim zajadać się soczystymi owocami, stekami z krowy szkockiej rasy Aberdeen Angus (wyśmienite!), a także ostrygami i innymi owocami morza.

Warto na koniec dodać, że Australijczycy są bardzo restrykcyjni, jeśli chodzi o przywożenie ze sobą żywności czy gleby, raczej nie da się dostarczyć znajomym polskiej kiełbasy ;) Co więcej, obostrzenia obostrzenia dotyczące przewożenia konkretnych owoców czy nasion istnieją także między stanami, warto więc zwrócić na to uwagę.

J: Gosiu, a co poleciłabyś turystom, którzy chcą zwiedzić Australię/konkretne miasta w turystyczny i  nie-turystyczny sposób? Bary? Dyskoteki? Miejsca?

Takie „Top 10” podane będziemy mieć w każdym przewodniku, ja może więc odniosę się do tego co sama widziałam i co urzekło mnie najbardziej JJeśli lubimy miejski styl życia, restauracje, bary, dyskoteki – polecam wybrać któreś z miast: Sydney, Melbourne, Perth czy Brisbane. Można też wybrać „letniskowe” miejsca takie jak Cairns czy Gold Coast. Ja jednak Australię kocham za przyrodę i przestrzenie. Lubię kiedy czas zwalnia J A jeśli chodzi o plenery – naprawdę jest w czym wybierać. Jeśli interesuje nas nurkowanie i tropikalne klimaty – polecam okolice The Great Barrier Reef – okolice Cairns, Airlie Beach z wyspami Whitsunday, Fraser Island – wielką piaskową wyspę, na której można spotkać psy dingo. Cudownie malownicze są Góry Śnieżne z Górą Kościuszki i okolice Canberry, Blue Mountains w okolicach Sydney. W okolicy Melbourne mnie zachwycił Wilsons Promontory i The Great Ocean Road – widokowa droga nad oceanem.

Wilsons Promontory

Wilsons Promontory

Hamelin Pool, WA

Squeaky Beach - Wilsons Prom

Zachodnie wybrzeże zachwyciło mnie ciszą, rozgwieżdżonym niebem, troszkę wrogą suszą. Stamtąd pamiętam The Pnnacles – formacje skalne i karmienie delfinów w Monkey Mia – ośrodku na końcu świata. I Koniecznie Tasmania – trochę chłodniejsza, wietrzna, zielona, cudowna, choć w sumie powinnam raczej zniechęcać do wycieczek tam, żeby nie straciła swojego uroku ;)

Tasmania

Tasmania

Ja mam jeszcze kilka rzeczy na swojej liście JOutback – centralna część Australii jej symbol – czerwona góra - Uluru. Nie udało mi się jeszcze odwiedzić żadnej z licznych winnic, chciałabym też dotrzeć do krainy krokodyli – parku narodowego Kalbarri i okolice Darwin. Ale wiem, że to nie była moja ostatnia podróż tam J

J: Australia to…

G: …umiejętność cieszenia się życiem.


Share this post:
Rate this post: 2  

 

Related posts

Festiwalowe święto życia!

KARNAWAŁ W RIO DE JANEIRO- jedno z najsłynniejszych wydarzeń taneczno-muzycznych, na które ściągają setki tysięcy ...

Gwadelupa, wyspa podrywaczy

Plaże, szum fal, słońce, dobre jedzenie i jeszcze lepsza zabawa – taką Gwadelupę znamy z opowieści ...

La Città Eterna

La Città Eterna...tym mianem określany jest Rzym. Wieczne miasto. Niezwyciężone, dumne, pełne chawły i ...

Seszele - jak zobaczyć ...

Wyobraź sobie wakacje, podczas których możesz nieustannie wygrzewać się na słońcu, a oceaniczna bryza skutecznie ...

Nie ma życia bez ...

Zima. -30 stopni. Najwyższe szczyty świata wznoszą się majestatycznie nad ziemią. Każdemu śmiałkowi dają jasno ...

VANITY FAIR – palmowy ...

Po latynoskich ekscesach zapragnęłyśmy spróbować „normalnego” imprezowania. Chciałyśmy zobaczyć jak to się odbywa w popularnym ...

Kuba - w krainie ...

Kuba to coś więcej niż piękne widoki i wieczorne dancingi na hotelowym parkiecie. Jaka jest ...

Palma de Mallorca - ...

Gdy ostatecznie dotarłyśmy na upragnioną Carrer de la Carnisseria i wdrapałyśmy się na pierwsze piętro ...

Kilka migawek z pobytu ...

Madryt to jedno z urokliwych miast Hiszpanii. Niestety jest niedoceniane i niknie w cieniu rozsławionej ...

Angolska ropa, czyli rodzinny ...

Angola przeżywa gwałtowny rozkwit. Jest jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek na świecie. – A wszystko ...

Madryt, czyli życie zgodnie ...

Czy kilka dni w stolicy Hiszpanii może wyglądać na prawdziwe „życie jak w Madrycie”? Pojechałam ...

Kolumbia - jaka jest ...

Przechadzając się ulicami nie zdziwmy się jeśli ktoś nagle zaprosi nas na kawę czy zapyta ...

Majówka w Lizbonie

Lizbona. Moja miłość od pierwszego wejrzenia. Nie spodziewałam się, że jeszcze przyjdzie mi ją odwiedzić ...

Azerbejdżan - tam gdzie ...

Uprzedzenia i niechęć zamieniły się w sympatię i podziw dla piękna architektury, uprzejmych ludzi oraz ...

Dżungla Amazońska - natura ...

Dżungla to dla jednych miejsce fascynujące, gdzie można zgłębić kulturę i obyczajowość dzikich plemion, dla ...

Norwegia- tu nie ma ...

Fiordy, natura, porywczy wiatr, zorze polarne. Norwegia w pełnej okazałości! 6 miesięcy obserwacji i codziennego ...

Palma de Mallorca – ...

Jak sama nazwa wskazuje na urlopie spędzanym w tym miejscu nie można zachowywać się normalnie ...

Wyprawa na jezioro Bajkał

Jedna wyprawa do Rosji i dwie formy wypoczynku. Typowa turystyka w Moskwie i Petersburgu oraz ...

Karaibski Dr Jackyll i ...

Jak wszystkie wyspy w rejonie Morza Karaibskiego tak i Trynidad i Tobago odznaczają się niebywałym ...

Nigeria - a country ...

Juicy spanks for a disobedient child. Unshaken belief in oneself and high level of self-confidence ...

Nigeria - kraj, w ...

Soczyste lanie dla niesfornego malucha. Przekonanie o własnej wartości i niezłomna pewność siebie. Zamiłowanie do ...

Kuwejt skontroluje Twoje DNA

Już nie tylko zdjęcie. Już nie tylko odciski palców. Kuwejt staje się właśnie pierwszym na ...

Kolonia - świat gier ...

Dla mnie Kolonia to nie tylko gotycka katedra, uroczy brzeg Renu i łakocie firmy Lindt ...

Paryż zimą (fotorelacja)

Moja pierwsza wizyta w Paryżu miała miejsce w 2013 roku. Od tamtej pory odwiedzałam to ...

Wspomnienia z Dominikany

Jedną z pierwszych osób, którą zdecydowałam się podpytać o zagraniczne podróże był mój dobry przyjaciel ...

Majorka - wyspa na ...

Majorka, podobnie jak jej siostra Ibiza słyną z hucznych zabaw ostro zakrapianych alkoholem. Piękne plaże ...

Zakochaj się w Lizbonie

Lizbona to miasto cudów i tego, co większości nas w życiu brakuje - luzu i dystansu ...

Tanzania - kraj kontrastów

Tanzania jeden z tych afrykańskich krajów, do których turyści mogą śmiało podróżować. Ja nigdy nie ...

Comments

  • Guest - minecraft

    There's certainly a lot to know about this topic.
    I like all of the points you have made.

    Reply



New Comment

required

required (not published)

optional

Słowa kluczowe